Zapach jaśminu

(Z cyklu „Popularyzacja nauki”; poprzedni Wypadki na drodze życia)

albo

Nos poety wart jest wszelkich naukowych grantów

kwiat jaśminu_images_4

Grupa antropologów sądowych z uniwersytetu w Huddersfield w Wielkiej Brytanii ogłosiła na początku września, że wyabstrahowała zapach towarzyszący rozkładowi ludzkich zwłok zanim do procesu dołączą bakterie, jednym słowem — odkryła zapach śmierci. Zapach ten okazuje się całkiem „sympatyczny”, jest to bowiem zapach świeżo skoszonej trawy!
Komórki zmarłego rozpoczynają proces samotrawienia, nawet bez udziału zewnętrznych bakterii, podczas którego zaczynają uwalniać się gazy. W pierwszej fazie dominującym produktem rozkładu jest związek chemiczny o nazwie heksanal, który uwalnia się także ze świeżo skoszonej trawy ( z niektórych owoców) i jest stosowany w przemyśle spożywczym jako substancja aromatyzująca a także jako składnik wielu perfum. Heksanal sprawia, że w pierwszych godzinach martwe ciało „pachnie” świeżą trawą. Kiedy jednak do procesu dołączą bakterie gnilne zapach staje się ostry i bardzo przykry, zaczynają się bowiem uwalniać indole, które są składnikami wielu substancji znajdujących się w ludzkim ciele, jak np. serotoniny, tryptofanu. Indole są związkami chemicznymi o bardzo nieprzyjemnym zapachu, występującymi w kale, ale i w…perfumach! W tych ostatnich w małych stężeniach.
Nieprzyjemny indol jest także składnikiem jednego z najbardziej aromatycznych kwiatów, kwiatów jaśminu! Wygląda na to, że zniewalająco piękny zapach wchodzi w swój zenit tylko w obecności odoru. (Problem podobnej kategorii odnotowałam przy okazji kaczeńców; a tutaj przypadkowo znalazłam cytat:).
Nie pomyliła się zatem poetka, gdy na początku swej poetyckiej podróży (kiedy śmierć już przestała być dla niej abstrakcją) pisała*:

_images_biae_piwonie1

ŚMIERĆ MA ZAPACH JAŚMINU

Śmierć ma zapach jaśminu
w popołudniową ciszę
kiedy czas ociężały zatrzymuje się w klepsydrach
i kiedy nawet twoja samotność cię opuszcza
stając się udziałem przyrody

w nieruchomym milczeniu
rozkwitają jaśminy
ogrody białych piwonii i powojów
zanurzam się w ich biel
w ciężką słodkość ich zapachu

w powietrzu wiszą chmury
przepełnione białymi różami

za chwile spadnie
pierwsza kropla deszczu

 

Ze zbioru: Mira Kuś, Gdzieś jest ta oaza, WL1981

 

Oczywiście sformułowanie „śmierć ma zapach jaśminu” jest przede wszystkim metaforą, mówiącą także i o tym, że to, co piękne, zbyt piękne, sytuuje nas na pograniczu życia i śmierci.

_images_kwiat_jasminu1

Będąc przy temacie przeczuć, „widzeń”, intuicji

Swego czasu przy kawiarnianym stoliku poeta Leszek D. stwierdził, iż widzi we mnie czułe medium i ja, jako uboga emerytka, mogłabym ten walor pragmatycznie wykorzystać. A w taki mianowicie sposób, żeby –„robiąc za” jasnowidzkę– wreszcie zacząć nieźle zarabiać. Tak, Leszku drogi, popyt na wróżby wśród narodu wielki, ale głównie na te z rodzaju bajek o „Sezamie” pełnym skarbów. Lecz kto chce słuchać o rozbójnikach?, kto zechce płacić Kasandrze? (Raczej ją „wyeliminują”, jak pokazuje historia). Powodzenie, i to wielkie, ma jedynie wieszczka Pytia „napruta” piwem i ziołami — plecie, co jej opary znad kufla na język przyniosą, a każdy zinterpretuje to sobie według własnego widzimisię i pod własne pobożne życzenia podepnie.

_images_kwiat_jasminu1
Inny poeta, Bronisław M., na okładce ‘moich garów’ (zbiór wierszy „O, niebotyczna góro garów”) zanotował: „Natura daje mi tajemne znaki”- mówi poetka… Natura, świat, rzeczywistość– dają znaki każdemu; tajemnica dotyka i otacza wszystkich. Ale tylko bardzo, bardzo nieliczni potrafią te znaki zobaczyć i usłyszeć w zgiełku codzienności; i potrafią spojrzeć tajemnicy w oczy. A tylko niektórzy z tych bardzo, bardzo nielicznych umieją owe spojrzenia i znaki zapisać. Piękne wiersze Miry Kuś to takie właśnie zapisy”.

_images_kwiat_jasminu1
Krytyk literacki zaś, Wojciech L., we wstępie do wyboru moich wierszy „Zioła i amaranty” napisał z przekonaniem, że jego autorka ma nadwrażliwe zmysły… Zresztą L. miał sposobność przekonać się o tym na własnej skórze, kiedy swego czasu idąc krakowskim Wielopolem zaczął przyspieszać kroku zdjęty strachem: od około 20 minut, przez całą swoją drogę od Gołębiej przez Rynek a następnie wzdłuż Siennej czuł za plecami czyjąś obecność i słyszał czyjeś kroki, które dopasowywały się do rytmu jego marszu — gdy zwalniał przed wystawą, kroki też zwalniały, kiedy przyspieszał, słyszał za sobą czyjś trucht. Szła za nim jakaś kobieta, ale on, nie wiedząc co zobaczy, bał się obejrzeć za siebie, a może było inaczej– honor nie pozwalał mu na okazanie strachu poprzez trwożliwe spojrzenia przez ramię. Twardo zatem sunął w kierunku Grzegórzek, ale chód miał coraz bardziej niespokojny i wciąż szybszy. Wreszcie obok dawnego budynku „Dziennika Polskiego” kobieta podbiegła, zrównała się z przechodniem i z lekka zastępując mu drogę zagadnęła wystraszonego mężczyznę: „Wspaniały zapach! Cudny! Czy mógłby pan zdradzić markę pańskiej wody kolońskiej?” Tak, tą kobietą byłam ja. Wiedziona zapachem nawet nie wiem kiedy zboczyłam z własnej trasy (zmierzałam do Collegium Novum) i od dłuższego czasu szłam za L., tj. za pociągającą wonią, niemal jak w transie! Dopiero na Wielopolu uświadomiłam sobie, że mam iść w stronę św. Anny, w przeciwnym kierunku; ale skoro zabrnęłam tak daleko, postanowiłam nie tracić szansy i zapytać o ten zniewalający zapach – niestety, Wojciech był bardzo rozmowny, ale pary z ust nie puścił na temat marki perfum… **

*) Piękna opinia Kornela Filipowicza na temat tego wiersza w Dzienniku „W szufladzie i pod poduszką”.

**) Urywek z Dziennika.

This entry was posted in notki o literaturze i literatach, Popularyzacja nauki, wiersze and tagged , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.