Takie czasy

Warto posłuchać (YouTube): Profesor o profesorach, barbarzyńcach i filozofach.

      Wiadomo, że wśród pisarzy i poetów można znaleźć znakomitych (i odkrywczych) psychologów, także autentycznych filozofów, tj. myślicieli próbujących objaśnić rzeczywistość wokół nas. Profesor wymienia dwóch dwudziestowiecznych polskich pisarzy, których można nazwać filozofami w szlachetnym znaczeniu tego słowa. Zastanawiam się, czy nie brakuje tutaj jednego ważnego nazwiska – Witolda Gombrowicza?

Jeśli „Ferdydurke” jest za trudna dla czytelnika, jeśli poniektóre pozostałe książki są za nudne (bo są), to przecież pozostaje „Dziennik” – zapis głębokich, odkrywczych przemyśleń, w którym autor wykłada „kawę na ławę” dla tych, którzy nie zrozumieli i nadal nie rozumieją „co autor chciał powiedzieć” w swoich powieściach czy dramatach i w związku z tym przypisują mu nawet antypolskość i działania na szkodę ojczyzny. Gombrowiczowi można zarzucić to i owo, ale przede wszystkim jedno: bufonadę; był bufonem, ale, na swoje szczęście, czasem potrafił sobie z tego zakpić.

Witold Gombrowicz w odróżnieniu od Henryka Sienkiewicza nie miał talentu do snucia opowieści, ale myślicielem był przednim. Dlaczego wspominam tutaj Sienkiewicza? Bo te dwa nazwiska –Gombrowicz i Sienkiewicz – są dla mnie nierozerwalnie połączone : jedno przywołuje drugie. Bo –ryzykując obicie mnie w ciemnym zaułku–powiem w skrócie: Gombrowicz był nieutalentowanym pisarzem, lecz głębokim myślicielem, Sienkiewicz zaś miał wielki talent, ale średni umysł.

This entry was posted in notki o literaturze i literatach and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.