Św. Walenty, czyli chemia zauroczenia

Zanim zapłoną nasze biblioteki
(Z serii „Popularyzacja nauki”; poprzedni Fale grawitacji )

Patron zakochanych i chorych na epilepsję.
Ale czy oszołomienie hormonalne nie jest podobne do choroby?

Nie jest to złośliwość z mojej strony, lecz przecie pożądanie i podniecenie to jeszcze nie jest miłość,ale swego rodzaju zaburzenie pracy mózgu, przekładające się na objawy cielesne. Przeciwnie do choroby- bardzo przyjemne

Zofia Stryjeńska- zaloty

CHEMIA ZAUROCZENIA

Przyspieszony oddech, rumieniec, uczucie błogości, wszystko to zawdzięczamy „narkotykom” produkowanym przez nasz organizm

Nadchodzi wiosna i chociaż „okres godowy” człowieka trwa cały rok, to właśnie wiosną doping natury jest wystarczająco duży, by poczuć „burzenie się krwi” i wzmożoną tęsknotę za aktywniejszym życiem oraz nowymi doznaniami, może nawet zakochaniem się, a żeby było bardziej romantycznie – od pierwszego wejrzenia.

Kiedyś uważano, że siedliskiem miłosnych uczuć jest serce, chociaż niektórzy znawcy lokowali je w wątrobie. Dzisiaj wiemy, że za miłosne burze odpowiedzialny jest mózg i produkowane przez niego substancje chemiczne, a namiętne uczucie stanowi rodzaj narkotykowego oszołomienia. Nie wszyscy ulegają mu jednakowo łatwo, tak jak nie wszyscy są jednakowo podatni na narkotyk i skłonni do uzależnień.

Abyśmy mogli popaść w miłosną euforię, najpierw musi w nas coś „zaiskrzyć” czy nawet „razić nas gromem z jasnego nieba”. Na ten ostatni przypadek, przypadek miłości od pierwszego wejrzenia, nie ma mocnych. Jest to prawda stara jak świat i pisał o niej Owidiusz „W sztuce kochania”. W uczucie takie, które spada na nas nagłym pożarem zmysłów, wikłamy się szalenie i bezrozumnie, nawet jeśli nie jest ono całkowicie odwzajemnione. Co wywołuje w nas „zaiskrzenie” czy też poczucie „rażenia gromem”? Czy jest to uroda, wdzięk, powab, ładna sylwetka, ujmujący uśmiech, psychiczne ciepło, a może poczucie humoru i inteligencja zauważalna już w pierwszych wypowiedzianych zdaniach? I tu spotyka nas pierwsze wielkie rozczarowanie. Jak wyjaśnia nauka, ów poryw serca, owo pierwsze serdeczne drgnienie ma miejsce… w nosie. Otóż w nosie znajduje się – u zwierząt w formie wyraźnie wykształconej, u człowieka zaś w formie szczątkowej (ale, jak wykazały badania z ostatnich lat, pracujący sprawnie) – narząd lemieszowo-nosowy nazywany w skrócie NLN. Jest on bardzo czuły na „zapachy” specjalnego rodzaju, i to na minimalne ich stężenia, tzw. feromony.

Można powiedzieć, że NLN wyczuwa nie zapach, lecz budowę chemiczną feromonów, które – jak się uważa – są bezwonnymi substancjami chemicznymi wydzielanymi przez ciało. „Zwykłe” zapachy, doświadczane przez nas codziennie, odbieramy za pomocą narządu węchu umiejscowionego w naszym nosie głęboko, u jego nasady, NLN natomiast znajduje się blisko nozdrzy i z organem węchu oraz zapachami nie ma nic wspólnego. Komórki receptorowe NLN wychwytują feromony i przekazują informację do układu limbicznego (podwzgórze, ciało migdałowate, przegroda i hipokamp), który kontroluje czynności popędowo-emocjonalne, np. uczucie głodu lub popędu płciowego. Przypuszcza się, że feromony człowieka są steroidami, związkami chemicznymi, które pochodzą od męskiego i żeńskiego hormonu płciowego: testosteronu i estrogenu.

Oprócz feromonów gatunkowych istnieją także feromony osobnicze, przypisane do konkretnego osobnika. I to one właśnie powodują, że nagle czujemy, iż zostaliśmy ugodzeni strzałą Amora. Romantyczne ideały, zdrowy rozsądek, a nawet, w pewnej mierze, gust i poczucie estetyki idą w kąt – we władzy odpowiedniego rodzaju feromonów stajemy się ślepi i głusi. Zauroczeni.

W świecie zwierzęcym feromony, czyli substancje przekazujące sygnały chemiczne, są wszechobecne. Wyodrębniono feromony różnego rodzaju, jak płciowe, obronne, alarmu, śladu, znaczące terytorium i inne. Ba, tego typu substancje wykryto także w świecie roślin. Jeśli idzie o człowieka, to badacze wciąż zajmują się rozpracowaniem jego feromonów oraz funkcją narządu nosowo-lemieszowego, nazywanego też popularnie szóstym zmysłem. W ostatnich latach zauważono między innymi, że w pocie ludzkim z okolic pachowych znajduje się coś, zapewne feromon, co powoduje, że pod jego wpływem kobieta, mając wielu panów do wyboru, lgnie do partnera z zestawem genów możliwie różnym od jej genomu.

Sprawdzano to, dając do powąchania grupie pań parę przepoconych męskich podkoszulków. Okazało się, że „po węchu” kobiety wybierały tych samych partnerów, co i na pierwszy rzut oka, w dodatku partnerów genetycznie od nich odległych, co jest podstawowym warunkiem do spłodzenia zdrowego potomstwa. Te zadziwiające substancje działają również na osoby tej samej płci – stwierdzono, że kobiecy pot z okolic pachowych z zawartym w nich ewentualnym feromonem może zaburzyć cykl menstruacyjny innych kobiet, znajdujących się w pobliżu. Badanie wykonane przez Marthę McClintock z uniwersytetu w Chicago wyglądało następująco: od jednej z kobiet, które dla celów doświadczalnych zgodziły się razem zamieszkać, pobrano pot z okolic pachowych. Następnie usunięto z niego wszystkie składniki zapachowe. Otrzymany w ten sposób bezwonny i bezbarwny płyn badacze wcierali w górną wargę pozostałym kobietom. Po kilku miesiącach okazało się, że cykle menstruacyjne tych kobiet zostały zsynchronizowane. Podtekst tego „posunięcia” natury jest jasny: jeśli jakaś osobniczka w moim pobliżu ma owulację, to należy ją „wykosić” i samej wykorzystać szansę na złowienie reproduktora i współopiekuna mojego potomstwa…

Zofia Stryjenska-Taniec

Obecność mężczyzn także wpływa na cykl menstruacyjny kobiet – tym razem oczyszczony pot z dołów pachowych mężczyzn wcierano w górną wargę kobiet o nieregularnym cyklu menstruacyjnym. Wielokrotne powtórzenie zabiegu spowodowało normalizację cyklu, prawdopodobnie poprzez wywołanie owulacji w regularnych odstępach czasu. Te i inne badania wskazują na wydzielanie przez człowieka feromonów, chociaż jak dotąd nie udało się ich, w przeciwieństwie do zwierzęcych, wyizolować. Może to i lepiej… no bo proszę sobie wyobrazić, że ktoś złośliwie skrapia niesympatycznego polityka feromonem, na który „lecisz”…

Co dzieje się dalej, kiedy już pierwszy „poryw nosa” mamy za sobą i owładnęła nami miłość? Pojawia się uczucie euforii, lekkości i dużego przypływu energii. Doznania te wywołuje podwyższony poziom stężenia paru substancji znajdujących się w naszym mózgu. Część z nich to neurotransmitery, nazywane tak, ponieważ za ich pomocą są przekazywane sygnały nerwowe.

Substancje te to: dopamina, noradrenalina i serotonina. Ponadto w grę wchodzą endogenne, tzn. produkowane przez organizm, opioidy, czyli substancje działające podobnie do morfiny, a także pojawia się produkowana przez organizm w niektórych stanach emocjonalnych, przede wszystkim związanych z tak silnym uczuciem, jakim jest miłość, fenyloetyloamina (tzw. Pea). Jest to substancja chemicznie podobna do amfetaminy i wywołuje podobne do amfetaminy reakcje organizmu: przyspieszenie oddechu, rumieniec, uczucie błogości, zadowolenie i radość. Pod wpływem Pea człowiek zapomina o głodzie, zmęczeniu i śnie.

Nawiasem mówiąc, fenyloetyloaminę zawiera czekolada, niestety, w ilościach tak mizernych, że wcześniej wywoła u nas zaparcie (bo kakao ma taką właściwość) niż uczucie euforii i lekkości, nie mówiąc już o nadwadze. Noradrenalina jest tym neurotransmiterem, który odpowiada za pobudzenie całego organizmu, zwłaszcza mózgu i steruje podstawowymi uczuciami: uciekaj lub walcz. Jest to funkcja związana z naszą prehistorią, kiedy człowiek dla zachowania życia zdobywał pożywienie, polując na dzikie zwierzęta. W sytuacji zagrożenia następuje m.in. zwiększenie poziomu noradrenaliny w mózgu, o czym popularnie mówimy, że „skoczyła nam adrenalina”. W rezultacie tego „skoku” nasze ciało ulega pobudzeniu – wzrasta napięcie mięśni, zaczynamy się pocić, a źrenice ulegają rozszerzeniu, innymi słowy następuje przygotowanie organizmu do walki lub (po ocenie sytuacji) do ucieczki. W takiej samej mobilizacji znajduje się nasz organizm po celnym strzale Amora. Jeśli ofierze bożka miłości udaje się zapanować nad drżeniem ciała i ukryć spocone dłonie, niechybnie zdradzą ją rozszerzone źrenice. Oczywiście, o ile nie jest to skutek zażycia narkotyku lub wynik wizyty u okulisty. Dopamina, związana z tzw. układem nagrody w mózgu, jest tą substancją, która podpowiada i przypomina o tym, co kiedyś sprawiało nam przyjemność. Tym samym nakłania nas do powtórzeń; i to niekoniecznie miłosnych uniesień, ale również do ponownego odwiedzenia miejsc, w których czuliśmy się dobrze, zagadania do ludzi, o których pamiętamy, że byli sympatyczni, wstąpienia do restauracji, w której zupa była gorąca i nie przesolona, a mielony nie pochodził z recyklingu…

Oprócz wymienionych wyżej naturalnych środków nagradzających, tj. sprawiających nam przyjemność, a więc oprócz pożywienia, napoju, uprawiania seksu, są jeszcze środki sztuczne, takie jak narkotyki oraz alkohol. I to dopamina właśnie jest tym motorem napędowym, który skłania do ponownego sięgnięcia po narkotyk lub alkohol przez ciągłe przypominanie, że ich użycie łączyło się, przynajmniej w fazie początkowej, euforycznej, z przyjemnością.

Inny neurotransmiter, serotonina, również bierze udział w procesach zakochiwania i odkochiwania się. Odpowiada ona bowiem za nasz aktualny nastrój, emocje, regulację snu i apetytu, za różnego rodzaju zachowania spontaniczne i seksualne, a także za pociąg do alkoholu i narkotyków.

Reasumując – podwyższony poziom dopaminy i serotoniny w mózgu powoduje generalnie nasze dobre samopoczucie. Jeśli dołączymy do tego działanie Pea, możemy powiedzieć, że jesteśmy na okrągło na miłosnym „haju”. Taka jest chemiczna dramaturgia miłosnego zauroczenia w mózgu zakochanej osoby.

Mogłoby się wydawać, że niemal identyczny stan można osiągnąć po alkoholu lub narkotykach. Nic bardziej błędnego. Wprawdzie kokaina, morfina, amfetamina i inne podwyższają poziom stężenia neuroprzekaźników w centralnym systemie nerwowym, ale tylko w krótkim czasie po ich zażyciu. Po okresie euforycznym następuje okres dysforii, w którym delikwent czuje się fatalnie. Mało tego, jeśli idzie o zachowania seksualne takiej osoby, to nawet w chwilach wzmożonego dobrego samopoczucia, miłosne uniesienia pozostają jedynie w sferze pobożnych życzeń – „chcieć” ma zerowe przełożenie, jak się dzisiaj mawia, na „móc”.

_images_zofia-stryjenska-wiejska-zagroda-1

Niemniej, przeżywanie miłosnych szaleństw przypomina poniekąd oddanie się we władzę narkotyku, bo, oprócz uczucia swoistego odurzenia, organizm się uzależnia zarówno od narkotyku, jak i od przeżyć seksualnych. Uzależnienie zaś powoduje wzrost tolerancji na podwyższone stężenie neurotransmiterów i endogennych opioidów. W przedziale czasowym od 6 miesięcy do 3 lat szalona miłość się wypala. Dzieje się bowiem podobnie jak przy braniu narkotyków czy niektórych leków, kiedy to z biegiem czasu dla uzyskania tego samego efektu musimy dostarczać organizmowi wciąż więcej substancji wywołującej ten efekt – narkoman stale zwiększa „działki”, osoba uzależniona od np. środków przeciwbólowych sukcesywnie dorzuca dodatkową tabletkę do swojej dziennej racji. A ponieważ w przypadku miłości nie ma sposobu na ciągłe zwiększanie poziomu stężeń substancji mózgowych odpowiedzialnych za stany euforyczne, uczucia powszednieją, miłość wygasa. No, chyba że wzorem narko- lub lekomana zdecydujemy się na zmianę „tabletek”. W podjęciu tego kroku ma swój udział również dopamina, domagająca się dawnych płomiennych doznań. Ci, którzy ulegają jej „podszeptom”, zmieniają partnerów i w ten sposób zapewniają sobie dopływ świeżych bodźców. Bywa że osoby tego rodzaju przez dużą część życia skaczą z kwiatka na kwiatek, dopóki słuszny wiek i wyczerpanie hormonalne nie usadzi ich w jednym miejscu. Nawiasem mówiąc, w 80. roku życia poziom testosteronu u mężczyzn jest o połowę niższy, a trzeba dodać, że spadek stężenia hormonu nie jest zjawiskiem nagłym, lecz odbywa się sukcesywnie, latami. Człowiek, no trudno, nie jest z natury monogamiczny, ale przecież ma jakiś rozum. Przez ten rozum właśnie, przez przyjaźń, przywiązanie, przez poczucie odpowiedzialności stara się oprzeć dopaminie i układowi nagrody. Zdaje się, że w niektórych okresach życia rodzinnego (pojawienie się potomstwa) pomagają mu w tym dwa hormony produkowane w podwzgórzu: wazopresyna i oksytocyna.

Stosunek stężeń tychże hormonów, co wykazano u niektórych ssaków, decyduje o ich poli- lub monogamiczności. Pomocne w zachowaniu ludzkiego stadła mogą być również afrodyzjaki, które powodują wzmożenie pożądania seksualnego, w tym wypadku do osoby, na którą reagujemy wzrostem tolerancji. Afrodyzjaków, od niepamiętnych czasów, ludzkość zna multum: poczynając od nasion słonecznika czy dyni, poprzez kwiaty kasztanowca, czosnek (swoją drogą chyba dla cierpiących na chroniczny katar), chrzan, cynamon, imbir, ostrygi, mięso osła z miodem, sproszkowane genitalia niedźwiedzia, włosy spod pachy lub łonowe itp., itd. a na sproszkowanych rogach jelenia (!) kończąc. O syntetykach u progu wiosny aż hadko wspominać. W zamian powiedzmy o odrobinie wiosennej magii, o wywarze z lubczyka w noc księżycową sporządzanym, o zapachu świeżych róż (w ich płatkach zawarta jest Pea, która ulatnia się wraz z substancjami zapachowymi, pobudzając nasz mózg), o maciejce i macierzance ciepłą nocą w ogródku tuż pod uchylonym oknem, o…

 

stryjenska_99

Malarstwo Zofii Stryjeńskiej

Artykuł ten drukowałam w: Dziennik Polski, 29 III 2003

PS Okazuje się, że prawdziwych mężczyzn należy szukać wśród Polaków. Brawo, polscy panowie!
Młody Szwed postanowił zrobić eksperyment uliczny w Sztokholmie– czy wśród przechodniów znajdzie się ktoś, kto zareaguje na napastowanie młodej Szwedki przez chuligana. Jedynym –jedynym– który stanął w obronie dziewczyny, podbiegając do napastnika, był Polak! Słynna już kwestia wypowiedziana po polsku: „Co to, kur.a, jest?! Przeproś ją!” była odsłuchana w sieci, jak dotąd, blisko 3 mln razy.
Eksperyment odbył się na tych samych schodach, jak wielu pamięta (bo jest to również bardzo znany film — ukazał się w prasie brytyjskiej), na których imigrant kopie i opluwa matkę z dwojgiem dzieci, ponieważ ta uniemożliwiła mu okradzenie innej, przechodzącej obok kobiety w europejskim stroju. Dźwięk wyłączono.

This entry was posted in artykuł, Popularyzacja nauki, Varia and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.