Salon w Boskim zwierzyńcu

 

MIRA KUŚ_MALUJEMY KIBICÓW

Od wielu dni wskazania południowej stacji rejestrującej zanieczyszczenie krakowskiego powietrza przekraczają górną granicę normy o kilkaset procent. Związki siarki ulatniające się ze starych pieców c.o. podczas spalania węgla i „węglopodobnych” śmieci nadają powietrzu zapach, by nie powiedzieć- smród, palonych, starych butów. Kraków leży w głębokiej niecce, od strony południowej zamkniętej z trzech stron pasmami wzniesień. Kominy powietrzne zostały w Krakowie zabudowane, zatem tumany zanieczyszczonego powietrza z centrum plus „miejscowe” kłęby dymu ze starych, prymitywnych pieców c.o. w prywatnych domach z okolicznych wiosek gromadzą się w „trójkącie bermudzkim”, tj. między pasmem wzgórz ciągnących się od Prokocimia do Skawiny a wzniesieniami Krzemionek i Piasków Nowych, zamkniętymi od południa wzgórzami Solvayu. Ale dzisiaj wczesnym popołudniem przedarło się –przez grubą warstwę smogu– jesienne słońce. I chociaż wydawało się, że również natura zaczęła czniać krakusów na całego, to jednak dostaliśmy od niej parę godzin słonecznego światła. Dostaliśmy niezasłużenie, bo zachowujemy się jak banda głupców i wandali, która w dodatku uważa się za Salon w boskim zwierzyńcu. No tak, nauka i kultura- to my.

Czyżby? – słoneczko właśnie pokonało na chwilę smog, efekt niszczycielskich działań butnego człowieka, i „kulturalnie” rozbłysło na listopadowym niebie, a artyści dopiero co dali upust swojej naturze i „ustosunkowali się” do publiczności z desek Narodowego Teatru Starego. „Symulowali stosunek płciowy” jak napisała krakowska gazeta codzienna. Nie widziałam spektaklu, nie mogę więc mówić, czy aktorskie podrygi były w jakiś sposób uzasadnione czy nie, czy istotnie były właściwym „chwytem” odsłaniającym zakamarki duszy wybitnego pisarza i szalonego mizogina, jakim był Strindberg, czy też była to tylko granda dla zyskania rozgłosu. Jeśli to drugie, to dlaczego nie pójść na całość? Dlaczego „symulowany stosunek”? Tylko „symulowany”? To jak tania podróbka markowej torebki, błeee, co za rozczarowanie… No, a gdyby tak jeszcze aktorzy weszli w interakcję z widzami…ach, co to byłby za spektakl, panie K.! Nb ten pański „palic”, wskazujący widzom drzwi, powinien pan wsadzić sobie w…drzwi.

A na poważnie, to od wielu lat w sztuce poza symulowaniem nie dzieje się nic. Oczywiście jak zawsze gdzieś, w niszach, tworzy nieliczna garstka autentycznych (niepodrabianych) artystów, którzy albo mają dość wyścigu szczurów do sera (na haczyku zapadni, jeśli idzie o ścisłość), albo ci z nagłaśniającymi tubami nie chcą ich zau…itd

Dopisek z dnia 26 XI

W związku z protestami PT Czytelników, którzy palą pod kuchnią węglem (pisałam nie tyle o węglu, co o „weglopodobnych” starych butach, oponach, szmatach itp.) dołączam post scriptum:

Wszyscy wiemy, że Kraków powinien mieć inną lokalizację, np. warszawską. Ale ma jaką ma, wciąż jest zabudowywany chaotycznie, osiedla stają nawet na terenach podmokłych i nie osuszonych itd. Nowa Huta też powinna była być wybudowana pod Warszawą, ale jest pod Krakowem, na najlepszych polach uprawnych. A więc jest jak jest, a ponieważ dusi się tutaj prawie milion osób władze powinny coś z tym zrobić. W dniach cięższych, kiedy zapylenie przekracza wielokrotnie wszelkie normy stale słyszę sygnał karetki jadącej do pobliskiego szpitala – sercowcy i astmatycy nie wytrzymują. Jeśli mowa o kosztach, to leczenie też kosztuje, może nawet więcej niż jakieś sposoby zmniejszenia zanieczyszczeń.

Nawiasem mówiąc większość miast nadrzecznych (a  miasta budowano nad rzekami, ze względu na dostęp do wody) leży w nieckach! Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że Sandomierzanie podtapiani powodziami sami sobie są winni (i nic się nie da zrobić w celu poprawy ich położenia w czasie wiosennych roztopów), bo ich przodkowie powinni byli zbudować Sandomierz np. na Pustyni Błędowskiej…

This entry was posted in Varia and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.