Rozmowy nieuczesane (5): Kto się boi energetyki jądrowej

Zanim zapłoną nasze biblioteki

 

fot.Josh Cooper, Rzeczne meandry

 

ENERGETYKA XXI W.

W latach 90’ przeprowadziłam wywiad z prof. dr. Andrzejem Hrynkiewiczem, fizykiem jądrowym (pracownik Inst. Fiz. Jądrowej w Krakowie, Inst. Fizyki UJ, członek rzeczywisty PAN i członek czynny PAU, doktor h.c. UMCS i AGH).

Oponentom rozwoju energetyki jądrowej (niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą oraz koszty budowy) treść rozmowy zapewne wyda się kontrowersyjna, ale uważam, że mimo wszystko warto zapoznać się z punktem widzenia cenionego fizyka jądrowego. Warto też zauważyć, że rozmówca uważał węgiel za zbyt cenny surowiec, aby go po prostu „puszczać z dymem”. Nie było też wtedy mowy o uzdatnianiu węgla, tzw. węglu błękitnym, który niedawno podobno zdał egzamin m.in. w podkrakowskich Swoszowicach (znacznie mniej zanieczyszczeń podczas spalania), ale eksperyment przeprowadzono, uzyskano zadowalające wyniki i… sprawa ucichła. Dlaczego? Oby nie chodziło o doprowadzenie polskich kopalń do upadku i oddanie ich za złotówkę już czekającym na łatwy kąsek sąsiadom.
Trzeba też dodać, że Profesor nie przewidywał obecnego przesiedlania Afryki i Bliskiego Wschodu łącznie z tamtejszymi wewnętrznymi konfliktami do Europy. A to (konflikty, terror) pociąga za sobą spotęgowanie niebezpieczeństwa wybuchów w elektrowniach jądrowych.

Poniżej obszerne fragmenty rozmowy („Energetyka XXI w.”) drukowanej na łamach prasy:

MK: — Od szeregu lat prowadzi pan profesor kampanię przeciwko stosowaniu węgla w energetyce.

AH: — Węgiel szanuję jako surowiec chemiczny, który szkoda spalać. Jestem rzecznikiem ograniczenia stosowania go w energetyce, gdyż jego spalanie jest źródłem energii najbardziej szkodliwym dla środowiska naturalnego i najbardziej zagraża zdrowiu i życiu ludzi. Trzeba rozwijać inne metody pozyskiwania energii elektrycznej.

–Nie ulega wątpliwości, że energia elektryczna jest najbardziej proekologiczną i najcenniejszą postacią energii finalnej?

— Jej wykorzystanie nie zanieczyszcza środowiska, łatwo ją przesyłać, a jej przetwarzanie na energię użytkową (ciepło, światło i ruch mechaniczny) jest bardzo wydajne.

Problem leży w tym, aby węgiel stanowił minimalny procent nośników energii pierwotnej, z których otrzymujemy jako produkt finalny energię elektryczną?

— Struktura energii finalnej dostarczanej w Polsce użytkownikom jest kuriozalna w skali światowej. Energia elektryczna stanowi zaledwie około 10% energii finalnej, przy czym ponad 95% tej energii jest uzyskiwane w elektrowniach węglowych. Oprócz tego prawie 30% energii dostarczanej do odbiorców stanowi węgiel (w europejskich krajach OECD jest to ok. 9%). W związku z tym Polska jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów świata. Największym zagrożeniem środowiska jest emisja dwutlenku siarki i tlenów azotu powodująca kwaśne deszcze, które niszczą życie w akwenach, dewastują olbrzymie obszary lasów i powodują korozję konstrukcji metalowych i niszczenie budynków. Roczne straty z tego powodu w Europie sięgają wielu milionów dolarów. Na marginesie warto dodać, że obecnie w Polsce emisja dwutlenku siarki zmalała z 4300 tys. ton w1987 roku (a sytuująca nas na drugim po ZSRR miejscu na liście krajów europejskich) do 2650 tys. ton, ale przyczyną jest recesja gospodarcza, a nie budowa instalacji oczyszczających gazy odlotowe!

— A straty na zdrowiu są nie do wycenienia.

— Wiemy, że wydobycie węgla spalanego rocznie w Polsce powoduje śmierć kilkudziesięciu górników pod ziemią. Natomiast na skutek zanieczyszczenia środowiska produktami spalania węgla w typowej elektrowni węglowej o mocy 1000 MW (e), wg danych zebranych w różnych krajach, obliczono szacunkowo, że rocznie przedwcześnie umiera 100-500 osób. W USA liczbę ofiar śmiertelnych energetyki węglowej ocenia się na 25000, a w Wielkiej Brytanii na 2000 rocznie.

— Ale przecież do usuwania pyłów stosujemy elektrofiltry, odsiarczamy spaliny…

— Za pomocą elektrofiltrów usuwamy jedynie pyły o dużej średnicy cząstek, pyły drobnoziarniste, a więc te najszkodliwsze dla zdrowia jak były emitowane do środowiska, tak są nadal. Jeśli zaś chodzi o odsiarczanie spalin, to jest to proces bardzo kosztowny i z tego względu często w ogóle nie brany w rachubę. Warto przy tym pamiętać, że oczyszczanie gazów odlotowych nie dotyczy dwutlenku węgla, którego emisja grozi, jak powszechnie wiadomo, efektem cieplarnianym. Spalanie węgla powoduje również, wbrew obiegowej wiedzy, skażenie środowiska pierwiastkami promieniotwórczymi! W 1 mln ton węgla znajduje się ok. 1 t promieniotwórczego uranu 238 i 2 t promieniotwórczego toru 232, które w procesie spalania wydostają się do atmosfery, lub powodują skażenie otoczenia siłowni węglowej. Ponadto wody kopalniane zawierają sole różnych szkodliwych pierwiastków, miedzy innymi radu. Do Wisły oraz Odry odprowadza się dziennie około 1 mln m sześciennych tych wód z Górnośląskiego Zagłębia Węglowego.

— Spalanie węgla również było, o ile dobrze pamiętam, przyczyną paru wielkich katastrof?

— I to znacznie przewyższających rozmiarami katastrofy spowodowane awariami elektrowni jądrowych. Największe masowe zatrucia spalinami wydarzyły się w Belgii i Londynie w 1952 r., w Pensylwanii w 1948r., w Nowym Jorku w latach 1953, 1956, 1966. W Londynie w 1952 r. z powodu szczególnie niekorzystnych warunków meteorologicznych (inwersja temperatury) w ciągu kilku dni zmarło 3900 osób.
Najgroźniejsza awaria reaktora, która polega na uszkodzeniu rdzenia atomowego i która do tej pory zdarzyła się dwa razy—w Pensylwanii w 1979 i w Czarnobylu w 1986 roku—w pierwszym przypadku nie spowodowała żadnych ofiar śmiertelnych, żadnego skażenia środowiska, jedynie parę osób z obsługi otrzymało minimalną, nieszkodliwą dawkę promieniowania, w przypadku drugim były najprawdopodobniej 4 ofiary śmiertelne i po upływie pewnego czasu odnotowano na obszarze skażonym niewielkie zwiększenie zachorowalności dzieci na nowotwór tarczycy. [Tutaj można mieć poważne wątpliwości co do wiarygodności źródła, z którego my wszyscy i prof. A.H. otrzymał takie dane- przyp. mój]. Uchwycenie dalekosiężnych skutków takiej awarii jest praktycznie niemożliwe, ponieważ i bez tego około 50% ludzkości umiera na choroby nowotworowe. Pensylwański reaktor w Three Mile Island spełniał podstawowe wymogi bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do przestarzałego, grafitowego i częściowo używanego do celów militarnych reaktora w Czarnobylu.

— Jakie są zasoby energetyczne świata, panie profesorze?

— Jeżeli wydobycie poszczególnych surowców energetycznych będzie się utrzymywać na obecnym poziomie, to udokumentowane zasoby węgla wystarczyłyby na 270 lat, ropy naftowej na 50 lat, gazu ziemnego na 60 lat, a rozszczepialnego uranu 235 na 85 lat.
(…) Problem bardziej sprawiedliwego rozdziału energii jest pogłębiany przez dramatyczny przyrost ludności świata. Aby wszyscy jego mieszkańcy mieli godziwe warunki życia w końcu XXI stulecia produkcja energii musi być wielokrotnie większa niż obecnie.

— Jak rozumiem programy oszczędności energii niczego tutaj nie załatwią, zwłaszcza że oszczędzanie energii jest możliwe jedynie wtedy, kiedy się ją ma?

— Akcje poszanowania energii doprowadziły w krajach rozwiniętych do stabilizacji, a nawet zmniejszenia całkowitego jej zużycia. Nie dotyczy to jednak zapotrzebowania na energię elektryczną, która na całym świecie rośnie w tempie ok. 2% rocznie. Żeby zaopatrzyć ludność świata w energię elektryczną, musimy budować nowe elektrownie. Obawiam się, że w krajach Trzeciego Świata będą to przede wszystkim elektrownie węglowe. (…)
Do 2010 roku zużycie energii elektrycznej w Polsce powinno wzrosnąć co najmniej dwukrotnie, czyli przynajmniej do 7000 kWh rocznie na jednego mieszkańca. Nawet gdyby to się udało osiągnąć, to i tak będziemy się wlec w ogonie krajów europejskich, których mieszkańcy będą w 2010 r. zużywać średnio 1,5 razy więcej energii el. (…) Zastąpienie energią elektryczną węgla dostarczanego konsumentom wymaga, oprócz radykalnego wzrostu mocy zainstalowanych w elektrowniach, takiej zmiany cen, żeby to się opłacało użytkownikom. Dotowanie przez państwo węgla musi być zastąpione dotowaniem energii elektrycznej.

— A energia wód, wiatru, promieniowania słonecznego?

— Tak, często się słyszy, że głód energetyczny świata można będzie zaspokoić poprzez wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii. Oczywiście energetykę tego typu należy rozwijać i stosować gdzie się tylko da, ale nie jest to niestety szybka, tania i wydajna droga ratowania świata. Nie jest to też droga bezpieczna, o czym świadczą zabójcze katastrofy wywoływane zrywaniem zapór wodnych. Hydroenergia, która jest obecnie największym źródłem energii odnawialnej pokrywa zaledwie 7% światowego zapotrzebowania na energię. A wobec rosnących potrzeb nie przewiduje się, żeby w 2010 roku jej udział przekroczył 10%. W Polsce energia skumulowana w naszych nizinnych rzekach jest niewielka. Nie będziemy zasilali naszych hut i fabryk wiatrakami. Musielibyśmy ustawić kilkadziesiąt tysięcy potężnych turbin wiatrowych. Często mówi się o bezpośredniej zamianie strumienia słonecznego na energię elektryczną przy pomocy fotoogniw. Wystarczy wziąć kartkę papieru, ołówek i obliczyć, że przy dzisiejszej wydajności fotoogniw dla zabezpieczenia energii elektrycznej dla Polski musielibyśmy fotoogniwami pokryć powierzchnię ponad 1000 km kwadratowych. Nie mówię już o względach estetycznych. To wystarczy, aby rozczarować zwolenników energii odnawialnej.

— Jedyny ratunek zatem w energetyce jądrowej?

— Tak, jest to realna alternatywa uniknięcia perspektywy dewastacji biosfery przez spalanie węgla i jest to rozwiązanie dalekosiężne, gdyż zasoby paliwa jądrowego wystarczą na setki tysięcy lat, jeżeli będą we właściwy sposób wykorzystywane. Stosowanego obecnie rozszczepialnego uranu 235 wystarczyłoby na kilkadziesiąt lat, ale kolejnym etapem energetyki jądrowej będą tzw. reaktory powielające lub skojarzone z akceleratorami cząstek wzmacniacze energii. W tych urządzeniach będzie wykorzystywany izotop uranu 238, którego na Ziemi jest 140 razy więcej niż uranu 235, lub tor 232, którego zawartość w skorupie ziemskiej jest 3,5 razy większa od zawartości uranu.
Wracając do pierwiastków radioaktywnych wydzielanych podczas spalania węgla przytoczę następujące obliczenie: w Polsce spalamy rocznie 150 mln ton węgla, a więc kilkaset ton uranu i toru ulatuje z kominów w postaci pyłów lub dostaje się na składowiska popiołów. Gdyby te ilości uranu i toru wydzielić z węgla, a następnie zużyć w powielających reaktorach jądrowych, to otrzymalibyśmy 10 razy więcej energii niż ze spalenia całej masy węgla, w której to paliwo jądrowe było zawarte.
(…)

–Ale co z odpadami promieniotwórczymi?

— Sprawa jest prosta. Najlepszym zabezpieczeniem wysokoaktywnych produktów rozszczepienia jest ich zeszklenie (szkło znakomicie wyizolowuje z otoczenia) i umieszczenie w pojemnikach z nieoddziałujących chemicznie materiałów, które z kolei, otoczone warstwa gliny nie przepuszczającej wody są składowane na dużych głębokościach pod ziemią lub wewnątrz gór. Taka procedura sprowadza praktycznie do zera prawdopodobieństwo przedostania się substancji radioaktywnych do biosfery.
Na marginesie chciałbym dodać, że coraz więcej zwolenników ma teoria o wręcz korzystnych dla organizmu małych dawkach promieniowania jonizującego. Jest to zjawisko zwane homeostazą radiacyjną.
Ponadto warto wiedzieć, że w skorupie ziemskiej występuje 61 naturalnych nuklidów promieniotwórczych, a ponad 20 dalszych jest wytwarzanych przez promieniowanie kosmiczne. W ciele każdego człowieka znajduje się promieniotwórczy potas K 40 i węgiel C 14, a w ciągu sekundy w ciele każdego z nas następuje około 7000 rozpadów radioaktywnych. Ludzie na ogół nie zdają sobie sprawy z tego, że tak wygląda nasze naturalne środowisko.

— Nie uciekniemy przed energetyką jądrową. Wręcz im szybciej zastąpimy nią energetykę węglową, tym lepiej. Myśląc dalekosiężnie stajemy przed pytaniem: co dalej, kiedy już zabraknie uranu 235 a następnie uranu 238 i toru 232?

— Trzecim etapem rozwoju energetyki jądrowej będzie wykorzystanie energii termojądrowej, tzn. procesów takich, jakie zachodzą w gorących gwiazdach, np. w naszym Słońcu. (…)

***

Ale do elektrowni atomowych trzeba doróść, aby nie wykorzystać ich jako coś, co się świetnie nadaje do wysadzenia w powietrze, odpadów promieniotwórczych (pluton) zaś nie użyć do produkcji pocisków jądrowych.
Zresztą… jak nie wybuch jądrowy, to stary, wypróbowany gaz musztardowy lub broń biologiczna– człowiek ma cholernie dużo sposobów, żeby zniszczyć swój gatunek.

Nie mówiąc już o tym, że i Biblia w interpretacji Izaaka Newtona zawiera w sobie datę końca Świata (myślę, że chodzi o koniec naszej, europejskiej cywilizacji), wcale nieodległą.

Na marginesie — niemiecki sektor górniczy był 7-krotnie mniejszy niż polski, ale otrzymał 13-krotnie większą pomoc publiczną! Patrz: niemieckie kopalnie mocno dotowane.

 

This entry was posted in Popularyzacja nauki, Rozmowy Nieuczesane, Wywiady and tagged , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.