Prometeusz z Tatr

Zanim zapłoną nasze biblioteki

stanislawski_Ule na UkrainieJan Stanisławski, Ule na Ukrainie

Pani Katarzyna Ż. z Bydgoszczy rozpoznała poezję Hviezdoslava, tj. Pavola Orszagha, adwokata z Orawy (większą część życia spędził w półwiejskim Namestovie), którego tłumacz Józef Waczków nazwał „Prometeuszem z Tatr”. Nagroda w postaci dwóch trudno dostępnych książek już w drodze.

A oto co o poecie pisze tłumacz: „(…) prowincjonalny adwokat Pavol Orszagh niejako ostentacyjnie, czy wręcz kontestacyjnie, unikał ułudnych i obłudnych „targowisk” wielkomiejskich, a z centrów duchowych, jakie Słowacy podówczas mieli, największym był on sam. Swoje bujne życie wewnętrzne, pełne dramatycznych spięć wyniesionych z codziennego doświadczenia, swoje namiętne rozmowy ze światem urzekającej go pięknem i bolesna prawdą przyrody, z geniuszem myśli i wiecznie żywymi mitami kultury, swoje zwady wreszcie z duchami wszechświata i wszechczasu, z losem i Bogiem — przelewał w domowej samotni na papier, pracowicie cyzelując artystyczny wyraz powstających w ten sposób rozległych cykli lirycznych i epickich, ale też wierszy okolicznościowych, obrazków rodzajowych czy prób dramatycznych. Miał nieprzeciętną osobowość,przypominającą Wiktora Hugo, ale czas i przestrzeń, w jakich przyszło mu żyć, nie pozwoliły mu być olimpijczykiem. Z konieczności, a także z własnej nieprzymuszonej woli, stał się cierpiętnikiem. Cierpiętnikiem tym większym, że katuszy, jakich mu przysparzali ludzie, nie ujawniał wprost przed nimi, pozostały w jego spuściźnie. W tym, co publikował, zresztą pod pseudonimem, starał się przystosowywać do konwenansów rodzimego zaścianka i do obowiązujących w nim konwencji epoki. Nie otwierał przed światem swojej poetyckiej „puszki Pandory”, jak to uczynił jego rówieśnik Lautreamont, na swój sposób równie „prometejski”. Tamten okazał się meteorem, który szybko się spalił, ten — boleściwym tytanem trzymającym się kamienia mądrości (…)”.

Jako wybitny (choć zapoznany) poeta jest nadal aktualny, o czym świadczy chociażby wcześniej cytowany fragment jego wiersza „Obejdźcie choćby i całą przyrodę”.

*

Z Codziennika:

23 października w Audytorium Maximum UJ odbył się wykład prof. Daniela Dennetta pt. „From Bacteria to Bach and Back” („Od bakterii do Bacha i z powrotem”). Dennett jest amerykańskim filozofem i kognitywistą, który specjalizuje się w filozofii umysłu, sztucznej inteligencji oraz teorii ewolucji; jest szefem Center for Cognitive Studies na Tufts University oraz –jak na dzisiejsze, schyłkowe, czasy przystało– jest celebrytą :).

Wykład, oglądany przeze mnie w Internecie, nie należał do porywających (jak na wysokiej klasy myśliciela, jakim niewątpliwie jest prelegent), chociaż być może jego pewna niespójność i miałkość była efektem tłumaczenia symultanicznego (za trudny temat na takie rozwiązania), które całkowicie zagłuszało głos wykładowcy (szczególnie irytujące były tłumaczenia podbarwione językiem rosyjskim (ukraińskim?).
Wykład wartki, inteligentny i dobrze skonstruowany, w którym prelegent w zasadzie zawarł to samo, co powiedział w Krakowie można znaleźć TUTAJ (z polskimi napisami).

Z wieloma tezami profesora można się zgodzić, ale są pewne sprawy, które dają do myślenia:
Dlaczego inteligentny naukowiec albo myli, albo niedostatecznie wyraźnie rozróżnia wiarę od religii?
No i rzecz zasadnicza: Co z prawami fizyki, profesorze Dennett? Skąd się wzięły?

 

mysz doswiadczalna, tylkonauka-pl

This entry was posted in notki o literaturze i literatach and tagged , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.