Polegać na sobie

 MOJA OJCZYZNA (fot. z sieci)

Jak pokazuje historia i doświadczenie, w ciężkich sytuacjach my, jako kraj, nie możemy liczyć na czyjąkolwiek pomoc, musimy polegać wyłącznie na sobie. Lecz żeby polegać na sobie, trzeba być sobą; a żeby być sobą, trzeba być kimś. Kimś, czyli mieć swoją wyraźnie określoną tożsamość, mieć pamięć historyczną, swoją tradycję i kulturę, mieć korzenie. Tylko silnie ukorzenione drzewo ma szansę przetrwać  wicher czy nawałnicę (dziejów).     

Nie ma to nic wspólnego z kseno- czy agorafobią(!) – chodzi o instynkt samozachowawczy, którym cechuje się każdy zdrowy organizm państwowy. Jeśli organizm obraca się przeciwko sobie i, traktując swoje ciała obronne jako wroga, podejmuje walkę sam ze sobą, mówimy o chorobie;  organizm sam siebie wyniszcza, czyli zapada na chorobę autoimmunologiczną. Niezmiernie przykro jest słuchać  i oglądać ludzi, którzy prowokowani przez rodzimego czy zagranicznego tzw. leminga  zaczynają –pełni kompleksów i bez krzty wiedzy na temat naszej historii– nerwowo chichotać z „polskiego ciemnogrodu”, oburzać się na „polską nietolerancję”, drwić z wiary własnych przodków i naszej narodowej tradycji. Są to przeważnie osoby między trzydziestką a czterdziestką (licealiści u nas są generalnie mądrzejsi), które widocznie niewiele trwałych wartości wyniosły z domów rodzinnych, a na zmiany społeczno-obyczajowo-polityczne zareagowały wzmożonym pędem  ku posiadaniu i licytowaniu się kto ile „kaski trzepie”, dokąd jeździ na urlopy i w jakich apartamentach czy willach mieszka. Nocą śnią o własnej, okazałej posiadłości w Dubaju.

Nie jest to kseno- czy agorafobia, jest to zdrowy odruch w obliczu m.in. zapędów federacyjnych UE. Jak pokazuje praktyka, federacja państw jako twór nienaturalny, bo spojony jedynie odgórnym nakazem, a wymuszony np. podległością ekonomiczną, nie ma szans na efektywne istnienie, na prosperity i jaką taką ogólną szczęśliwość, przez co rozumiem eliminację obszarów biedy, równość wszystkich wobec prawa i wewnętrzny spokój.

Każda żyjąca istota, a w szczególności istota ludzka, ta, o najwyżej zorganizowanym mózgu, ma to do siebie, że aby mogła się rozwijać, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Niemowlę znajduje je w ramionach rodzica, dorosły- „w objęciach” ojczystego języka, tradycji, wierzący „w objęciach”  wiary, każdy –stawiając stopę na własnej ziemi, czy bez przeszkód zapalając znicz na grobach ojców. Owszem, można żyć  poza  macierzystym językiem, poza własną tradycją i ziemią, będąc odciętym od korzeni. Iluzję bezpieczeństwa zapewnia wtedy zgromadzona fortuna; może nowa rodzina, o ile okaże się trwała.
Można też żyć na obczyźnie, wyraźniej pojmować kim się jest, i tęsknić.  
Ale czy można być emigrantem we własnym kraju?

Zaglądnij także TUTAJ

This entry was posted in Varia and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.