Piekło to przywilej specjalny

Pankalia

fragmenty

Jerzy Panek_ Bez tytu__u_ akwarela_ papier_ 18x24_  wsp____czesne_ 2400z__Jerzy Panek, Bez tytułu (Kartka pocztowa przysłana mi swego czasu przez artystę)

III

Siedzimy przy okrągłym stole w pracowni malarskiej u znanego krakowskiego artysty. Panowie sączą wodę ognistą. Rozmowa toczy się okrągło, ktoś coś szkicuje, ktoś przerzuca kartki albumu. W pewnym momencie rozlega się łomot do drzwi i staje w nich nie kto inny jak sam Mistrz. Jest mocno znużony życiem, ale wznosi radosne okrzyki i dołącza do towarzystwa. Towarzystwo jest nie li tylko obiecujące, ale w rzeczy samej posiadające cenny napój. Czas płynie, godziny mijają, Mistrz przysypia przy stole; nagle zrywa się:– Rany Boskie, Pimpek już od wczoraj jest sam!– I Mistrz porzuca boski napój, sympatyczne towarzystwo, przygotowane dlań przez gospodarza łóżko. Pokonując senność, grawitację i inne życiowe trudy wraca do domu, by zaopiekować się psem, przyjacielem.

V

Wielka powściągliwość Mistrza. W sztuce i w życiu codziennym. Wstydliwość uczuć. W pracowni pośród paru sprzętów, starych i sfatygowanych, jedna rzecz przykuwa uwagę: stoi na parapecie okiennym piękny wazon z seledynowego szkła a w nim kwiat; narcyz, gałązka bzu, jaśminu, aster, wrzos– to zależy od pory roku.
Ten wazon z kwiatem jest szczeliną, przez którą widać czułą stronę duszy właściciela pracowni.

VII

Byłem, będę. Alleluja, alleluja! Pimpek bardzo skowyczy. Jutro o 17:30. In vino veritas J23. Byłam tu 14.08.1980 Janka. Jak słodko mija życie Ja. Przyjdź we wtorek P. No co Ty, co Ty, to był żart. Partia Przewodnią Siłą Narodu! Ja też tu byłem, doktor Mengele. Zostawiłeś u mnie płaszcz P.H. Boże, pozwól zapomnieć. Niech się święci 1 Maja! To my, ostatnia brygada. Kici koci łapci. Wino = mleko dla starców. Zrób pan coś z tym psem. Czekam w norze.
Drzwi pracowni Mistrza pokryte są napisami. Niektóre z nich udało mi się odcyfrować, inne albo już wypłowiały, albo zostały pokryte następną warstwą informacji, haseł, złotych myśli. Sama również co nieco dopisuję, np. tego J23.
— Niech zostaną, niech tworzą historię– mówi Mistrz.

IX

Idziemy z Mistrzem późnym letnim wieczorem, od Wrocławskiej przez Długą ku Plantom. Mistrz odprowadza mnie do domu. Na niebo wytacza się wspaniała, żółta, księżycowa kula. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Mistrz przygląda mi się uważnie i mówi:- A, księżycowe przyciąganie? I znacząco wyciąga obie ręce przed siebie, jak to rzekomo robi somnambulik. Podejmuję zabawę i również wyciągam ręce. I tak obydwoje, zapatrzeni w księżyc, zaczynamy sunąć przez Planty i Rynek. Zapóźnieni przechodnie przystają i obserwują nas z zainteresowaniem. Słyszymy: –Nie są pijani, to na pewno jacyś wariaci.
–A więc wszystko w porządku– mówię do Mistrza.

XII

Któregoś zimowego dnia. Szybkie, nerwowe pukanie do drzwi, za drzwiami zziajany Mistrz.
— Szybko, ubieraj się i chodź szybko.
— Co się stało? – pytam zaniepokojona, narzucam na siebie kożuch, sznuruję buty.
— Szybko, szybko, zobaczysz– niecierpliwi się Mistrz i ciągnie mnie za rękę.– Idziemy do mnie, do pracowni.
Niemal biegniemy przez Planty i Starowiślną nie czekając na tramwaj.
— Ale o co chodzi?– dopytuję się zaniepokojona.
— Zaraz zobaczysz– odsapuje Mistrz pokonując po dwa schody na raz. Pochyla się nad zamkiem, słychać zgrzyt klucza i drzwi się otwierają. W pracowni, na warsztacie stolarskim, który służy Mistrzowi za stół stoi wielki, szklany słój odwrócony dnem do góry. Mistrz podchodzi do słoja, odwraca go i mówi: — Patrz.
Spod klosza wzlatuje w górę prześliczny, kolorowy admirał.
— Przykryłem go na chwilę słojem, żebyś mogła zobaczyć. Motyl, i to jaki, w środku zimy, wyobrażasz sobie?! W środku zimy, u mnie w pracowni!
W środku zimy w pracowni Mistrza widzę, oprócz admirała, jeszcze jednego barwnego motyla.

XIII

Parzenie herbaty jest całym rytuałem. Umiejętność tę Mistrz nabył w Chinach. A więc wyparzanie czajniczka, zalewanie herbacianych piórek zimną wodą, powolne podgrzewanie na spirytusowej maszynce etc, ect. Swoją fascynację Chinami Mistrz na co dzień wyraża poprzez pielęgnację przepisów ceremonii zaparzania i podawania herbaty. Zresztą na Dalekim Wschodzie rytuał ten jest czymś więcej niż tylko przygotowaniem napoju i poczęstunkiem, ma on aspekt filozoficzny i wyznawcy Zen nazywają go Drogą Herbaty.

XXV

Piekło. Piekło wrażliwego artysty. Piekło to przywilej specjalny. Każdy ma takie piekło na jakie go stać.
— Napisz kiedyś o mnie, ty mnie rozumiesz– mówi Mistrz parząc swoją wyśmienitą herbatę. Szuka najlepszej filiżanki, szoruje łyżeczkę i stawia przede mną dymiący napój.
— Napiszę, Jurusiu, któregoś dnia napiszę.

XXVIII

Jerzy Panek, Brama Piekła II-III, drzeworyt

Mijają lata a ja znowu oglądam grafiki Mistrza, w pięknym albumie ”Dante Jerzego Panka”, wydanym przez Jan Fejkiel Gallery. To nie jest ilustracja do Piekła z „Boskiej Komedii” Dantego, jak się powszechnie sądzi, Dante i jego dzieło są dla Mistrza jedynie pretekstem do uchylenia zasłony do swego własnego Piekła. W Piekle tym, do którego bram on jeden znał klucz, spotykał przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych oraz osoby, z którymi zetknął się przelotnie na ulicy, w sklepie czy urzędzie, których Piekła lub piekiełka najwidoczniej miały obszary wspólne z Piekłem Pankowym. I niech nas nie zwiedzie drzeworyt „Brama Piekieł z kluczem”- kształt zamka jest sumą detali rysunków umieszczonych na bramie i przyprawiających o nieprzyjemny dreszcz; to jest opowieść dla mniej wnikliwych. Dla wrażliwszych znacznie wymowniejszy jest zgiełk emanujący z tego rysunku. Szyfr do zamka w wierzejach prowadzących do krainy tortur i cierpienia umieścił artysta dopiero w drzeworytach z roku 69/91, które nazwał i oznakował „Brama Piekła” II/II i „Brama Piekła” II/III. Pierwsza z nich jeszcze przypomina, co prawda mocno zniekształconą, twarz Panka –w końcu to jego Piekło– druga, poza ciastowatą linią owalu charakterystycznego dla jego twarzy i nie pozwalającego zapomnieć o autorze, stwarza u widza wrażenie tajemniczego i złowrogiego wciągania w nicość. Rozpoznajemy, z jednej strony, naszą nieprzepartą chęć poddania się tej sile, z drugiej– zapieranie się nogami przed, wiemy przecież, niszczycielskim cugiem. Pojawia się także uczucie nieodwołalności, fatum, które ciąży na człowieku stojącym przed ową bramą. „Brama Piekła” II/III niesie komunikat: Wcześniej czy później przekroczysz mnie, człowieku, jeśli nie za życia, to w chwili śmierci. I właśnie poprzez ten wyczuwalny przymus jest ona bramą Piekła. Ale to nie są wszystkie nieprzyjemne uczucia, oto zaczynamy przeczuwać, że za jedną Bramą znajduje się taka sama Brama druga, za nią trzecia, czwarta, następna… piekło jest niekończącym się ciągiem bram i przeżywaniem znowu i znowu tych samych uczuć przed każdymi wrotami…
Ulec hipnotycznej sile, będącej mieszaniną strachu i ciekawości poszukiwacza, autodestrukcyjnego pędu i zmysłowego pożądania, poczucia własnej mocy i jednocześnie determinacji losu oznacza tutaj nie kończące się u l e g a n i e, a więc nieustanną walkę z wciąganiem w złowrogi Brak Znaczenia. Na ile wyraźnie zdajemy sobie sprawę, że na tym polega nasze życie, na walce z obojętnością wobec dobra i zła oraz zachowaniu gorących uczuć aż do śmierci, koniec końców zależy od nas samych– klucz do piekła jest w nas. Do piekła, bo człowiek obojętny i letni nie zasłużył sobie na nie; na piekło wolności, złych i dobrych wyborów, piekło heroicznie trwałej postawy twórczej mimo wszelkich nieszczęść, przeciwności losu, nałogów i fatalnych narowów; na piekło wraz z jego całą piekielną mądrością. Panek, dwoma półkolami cięć zaledwie, w „Bramie Piekła” II/III (1969/91) ukształtował przestrzeń i czas genialnie, jakby poza światem materii, stwarzając zjawisko łaknącej próżni.
Swego czasu pożyczyłam Jurusiowi, zachęcając do przeczytania, tom poezji Edgara Lee Mastersa „Umarli ze Spoon River”. Juruś lekturę „pochłonął”, pełen podziwu dla nieznanego mu wcześniej poety, a kiedy zaglądnęłam do zwróconej mi książki znalazłam wśród wierszy jedno zdanie „odfajkowane” przez Panka ołówkiem. W wierszu „Walter Simmons”, którego bohater powiada, iż „Rodzice myśleli, że zostanę/ Tak sławny jak Edison albo sławniejszy nawet:/ Gdyż jako chłopiec robiłem balony,/ Śmigłe latawce, cacka mechaniczne,/(…) Ożeniłem się mając lat dwadzieścia jeden./ Trzeba było z czegoś żyć, więc, aby żyć,/ nauczyłem się robić zegarki (…)/ Rozmyślając, rozmyślając, rozmyślając/ Nie o interesach, lecz o parowozie,/ O sposobie jego konstrukcji./ Całe Spoon River patrzyło i czekało,/ Aby ujrzeć go w ruchu, lecz nie ruszył nigdy./ Niektóre zacne dusze wierzyły, że mój geniusz/ Praca w sklepie spętała./ To nie była prawda. Prawda brzmiała tak:/ Miałem rozum zbyt mały.” Panek zaznaczył dwa ostatnie wersy. Można to przełożyć na następujące credo: autentycznego artysty, badacza, odkrywcy nic nie zwalnia od wypełnienia jego powołania. Powodem „zwolnienia” okazuje się być tylko brak talentu, „rozum zbyt mały”.

Można się domyślać, że w swoim piekielnym kotle (ze smołą) skazańca i wyróżnionego Juruś tęsknił za neutralną ciszą białej kartki papieru. Kiedyś pokazał mi księgę przywiezioną z jedynej w jego życiu podróży, z Chin. Były w niej rysunki wykonane pędzelkiem i tuszem. Mistrz powiedział:– Patrz uważnie– i zaczął powoli przewracać kartki. Rysunki, początkowo kolorowe, pełne szczegółów, „gadające” zaczęły, strona po stronie, tracić kolory i stawać się oszczędniejsze. Wreszcie, czarno-białe, powściągliwe, zostały ograniczone do kilku pociągnięć pędzelkiem. Ale i te, w miarę przewracania kartek, bladły i „traciły” kreski.– A teraz zobacz– powiedział Juruś ściszonym głosem, tak, że aż wstrzymałam oddech. Panek odwrócił ostatnią kartkę i zobaczyłam… piękną, nieskazitelnie białą stronę.– Cisza– szepnęłam. –To jest to. Chiny– szeptem powiedział Juruś, pełen zachwytu wobec Chin i chińskiego artysty.
Trudno powiedzieć czy inicjatorem stworzenia swojego Piekła był sam Jerzy Panek wyłącznie i osobiście, czy też dopomógł mu w tym ślepy los, Siła Wyższa, przypadek. Niewątpliwie wkład samego Panka w budowę własnej krainy tortur był na tyle istotny, że –-mrużąc oko, ale jednak– Juruś uważał siebie wespół ze swoim psem Pimpkiem, a po jego śmierci z Dudusiem, za Księcia piekielnych podziemi: twarz Lucyfera z serii „Twarzy z Piekła” jest łudząco podobna do twarzy Panka bez brody, z lat siedemdziesiątych, kiedy to artysta przygotował deski z drzeworytami. „Lucyfer z kwadratową twarzą” zaś, to wypisz wymaluj– Pimpek (upodobniony do swojego pana).
Panek, artysta niebywale wrażliwy na płeć przeciwną, odbierał, niczym czuła antena, najmniejsze drgnienia kobiecej duszy i drgnienia te w nim rezonowały, przybierając na sile, a Juruś się im poddawał, ulegał ich zmiennej i wyolbrzymionej amplitudzie. Owocowało to dwojakim zachowaniem Panka wobec kobiet: była to albo dziecięca naiwność, albo porażenie ich siłą; zawsze bezradność. Zwracał też Panek swoje zainteresowanie w stronę niewiast, których zachowania, opłacone, są przewidywalne i których psychika wyraźnie intrygowała artystę. To one właśnie „brukują” Piekło– twarze prostytutek stanowią pokaźną część „piekielnej” kolekcji. Są one piekłem mężczyzn a jednocześnie same przebywają w swoich własnych otchłaniach tortur. Kobiety, które nie uprawiają najstarszego zawodu nie występują w Piekle tak licznie. Ale również są. Z całą swoją wrzaskliwością, jędzowatością i drapieżnością („Głowy kobiet z Piekła” 1968), odmóżdżeniem („Głowa kobiety z Piekła” II/V, 1967/91, 23x21cm), fałszem i pokrętnością charakteru („Portret kobiety IV”,II/III 1969/91), obłudą („Głowa kobiety z Piekła” II/V, 1967/91, 35×17,5cm), chciwością („Wilczyca”,1965/91). Są tutaj również trzy „aktorki”. Ich Piekło jest piekłem pogubionej w sobie, zdeformowanej, rozbitej i niezręcznie z kawałków poskładanej kobiecości. Kobiety te jedynie grają spełnioną kobiecość. W ich portretach dało o sobie znać współ-czucie artysty. Na pozór może się wydać dziwne, że Panek dostrzegał również słabość i cierpienie kobiet, i że z tą cierpiącą kobiecością współ-czuł. Intuicja i wrażliwość artysty okazały się silniejsze od drażliwych napięć pomiędzy płciami. Zapewne trochę sprzyjał temu fakt, że potencjalny obiekt seksualny traci na atrakcyjności, kiedy zostaje zachwiana jego pewność siebie. A gra („aktorek”) często jest tego wyrazem. Zresztą czy mógłby nie zauważać człowieczego cierpienia kobiet ktoś, kto bardzo kochał swoją matkę i pamięć o niej chronił w najczulszych rejonach duszy?
Płeć męska, mężczyzna, którego dotknęło Piekło jest najczęściej przedstawiany jako lew bez oczu, który nie wie kim jest, lub jako stary, senny lew, z posiwiałą (tak, posiwiałą, mimo że grafika jest czarno-biała) grzywą i pustymi oczodołami, jeszcze noszący w sobie resztki dawnej królewskiej wyniosłości i siły. Mężczyzna w piekle bywa także leopardem pozbawionym pyska, kłów, sierści, z gąbczastą twarzą i okrągłymi, dziecięcymi oczami. „Głowa lwa w Piekle” (1966/91) to przecież zasmucona, bezbronna i dziecięco zadziwiona twarz z drzeworytu „Lucyfer”…Świat zwierząt i świat ludzi jest bowiem u Panka przemieszany– miał w sobie Mistrz niezatracony instynkt jedności natury; w zwierzętach szukał siebie, człowieka, w sobie odnajdywał zwierzęce instynkty. Inne twarze męskie, już nie zwierzęco-człowiecze, które Panek spotyka w swoim Piekle, a więc na ulicy, w urzędzie, w sklepie, wokół siebie to twarze ślepe, ubogie w wyobraźnię, w myśl, w ducha. Wyprane, wymaglowane i zaprasowane według schematu, albo, w złości i głupocie, według schematu szczerzące zęby.
A ci wszyscy diabli, którzy na cię człowieku czyhają, nawet jeśli nie dorobiłeś się swego własnego Piekła też są tutaj: niesprecyzowany nocny lęk („Diabeł nocą”), podstęp („Diabeł z krótką brodą”), rozpasane chucie („Diabeł z jęzorem”), pożądliwość, nienasycenie, w końcu nicość („Diabeł”1966/91) i umysłowa oraz psychiczna nijakość („Diabeł” 1966/93) a także, mrużąc oko, „demoniczny” doktor Jan Mitarski, przyjaciel Mistrza i, swego czasu, duch opiekuńczy wielu krakowskich artystów.
Praca w najwyższych rejestrach wrażliwości, nieustanna walka o zachowanie bezinteresownej postawy twórczej, tajemnicza i wszechwładna według Panka kobiecość, która stale zaprzątała umysł artysty a także „woda ognista”, za której nieobliczalną przyczyną świat jawi się zdeformowany, jakby odbity w kawałkach rozbitego lustra, były tymi czynnikami, które, można powiedzieć, na własne, usilne żądanie pozwoliły artyście wykreować potężne i głębokie Piekło. W końcu nie od dziś wiadomo, że każdy ma takie piekło, na jakie go stać. „Piekło” Dantego z „Boskiej komedii”, stylizowane na jarmarczną opowieść, ze swoim bujnym językiem, spiętrzeniem opisowych „efektów specjalnych” i obserwowane przez poetę z pozycji li tylko widza horrendalnego „piekła akcji” sytuuje się na biegunie przeciwnym do Piekła Pankowego. Biegunie odległym i przeciwnym tak zdecydowanie, że aż ma się wrażenie, iż Dante i Panek żyją w wielkiej bliskości– patrzą w kierunkach przeciwnych wspierając się plecami.

Jerzy Panek, Koza, tusz lawowany, papierJerzy Panek, Koza, tusz

This entry was posted in artykuł, Varia and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.