O gustach się dyskutuje

Zanim zapłoną nasze biblioteki

 

_images_FANGOR-wojciech-1975-muzeum_Wroclaw1Wojciech Fangor

Mamy wielką skłonność do obrażania się, gdy ktoś wyraża inną niż nasza opinię na temat książki, filmu, obrazu itd. Nawet jeśli ocenę tę rzeczowo, logicznie argumentuje (nieuargumentowane opinie są bez znaczenia). Dlaczego? Bo zachodzi podejrzenie, że to nie tylko oczytany rzemiecha, ale, w przeciwieństwie do nas, ktoś z polotem? Ale czy obrażamy się na Stocha, że tak dobrze skacze, podczas gdy wielu z nas próbowało i nic z tego nie wyszło?


Kiedy nie zgadzamy się co do opinii na temat jakiegoś dzieła sztuki najczęściej pada sakramentalne „rzecz gustu”, albo „ o gustach się nie dyskutuje”. Ma to oznaczać kres wymiany zdań, bo nie tylko, że każdy z odbiorców ma prawo do własnego zdania, ale i dzieło jest nie do oceny, bo X uważa je za przeciętne, a Y za wytwór beztalencia. W dodatku Z jest tym dziełem zachwycony.
Otóż, proszę Państwa o gustach się dyskutuje! Jak najbardziej. A może nie tyle o gustach, co o ocenie rzemiosła, bo najwyraźniej widać, że gust jest nagminnie mylony z kryteriami rzemieślniczymi.

Wyobraźmy sobie zatem płaszcz szyty przez krawca na miarę. Czy potrafimy ocenić jak płaszcz leży na kliencie? Dobrze? Źle? Czy, skoro to płaszcz zimowy, to jest on wystarczająco ciepły i jednocześnie nie jest nadmiernie ciężki od podwójnej watoliny? Czy maskuje niedomogi figury i podkreśla zalety? Jasne, że potrafimy ocenić, i to niezależnie od tego czy wolimy fasony bardziej nowoczesne, czy np. modę z lat 80’, a więc potrafimy to ocenić niezależnie od gustu! Więcej, nawet laik, który nie potrafi nawlec igły, jest w stanie wychwycić tego typu mankamenty. Niezależnie od gustu widzimy czy szew jest prosty, czy nie bardzo i czy maszyna aby nie „kulkowała”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że płaszcz, w którym krawiec pozostawił niedoróbki w postaci fastrygi zamiast solidnego, maszynowego szwu jest dobry oraz że ci, którzy uważają, że to fuszerka mają kiepski gust.
Jeśli zaś chodzi już nie o laika, ale o uczniów krawieckiego fachu, to po latach praktyki każdy z nich, niezależnie od upodobań w kwestii mody, jest w stanie powiedzieć czy krój jesionki nie jest za ciężki, czy podcięcie pod pachami bluzki jest w sam raz, a naddatek materiału z tyłu w pasie spódnicy czy aby nie jest za duży.

Podobnie jest z dziełem sztuki, rzecz jednak w tym, że wiersz, obraz, utwór muzyczny to „płaszcz” skomplikowany, konstruowany w wielowymiarowej przestrzeni i na wielu płaszczyznach i trzeba lat terminowania, aby się w tym rzemiośle połapać. No i rzecz najtrudniejsza, całkowicie niedemokratyczna, bo trzeba się z nią urodzić (i stale ją pielęgnować) – wrażliwość. Na emocjonalne niuanse, na brzmienie języka, na kolory, na przejawy fantazji, na paradoks, ironię, humor, na ewentualne zgrzyty w harmonii (nawet dzieła pozornie dysharmonijne mają swoją harmonię, o ile są dobrze „zrobione”) itp., itd.
Nie jest więc tak, że jeśli mamy do czynienia np. z malarstwem abstrakcyjnym, albo z wierszami białymi, to nie jesteśmy w stanie ocenić czy są one dobre, czy złe (oczywiście nie chodzi o przekazywane treści, te mogą się zupełnie nie podobać, chociaż dzieło będzie dobre; i to jest właśnie rzecz gustu).

Każde dobre dzieło sztuki musi przede wszystkim mieć określoną, przemyślaną architekturę, żeby mogło stanąć „na własnych nogach”, nawet jeśli „staje na rękach”. I tutaj, w tym „stawaniu na rękach”, jest pole do popisu i dla twórców, i dla odbiorców. Ale jednocześnie jest to pole, w którym można się zagubić — niektórym będzie się wydawać, że tworzą dzieła, innym, że obcują z dziełami. Po prostu, i jedni, i drudzy gubią się w tym, co ponad rzetelną przeciętność; jedni zatracają się w symulowaniu głębi pod pozorną nowatorskością, odkrywczością ect, lub cynicznie uciekają się do skandalu *), inni przyjmują to za dobrą monetę.

Wracając do metafory krawieckiej, po latach praktyki, niezależnie od gustu, każdy pilny uczeń tego fachu jest w stanie ocenić rzetelność podstaw rzemiosła. Natomiast ocena tego, czy np. pozostawienie lub zgoła zastąpienie szwu fastrygą jest przemyślane, uzasadnione i służy czemuś istotnemu, a więc czy wiersz, obraz, kawałek muzyczny „staje na rękach” w sposób przemyślany ( i podporządkowany architekturze dzieła), to to jest już „wyższa szkoła jazdy”, uzależniona od polotu oceniającego, i w związku z tym wielu z nas (także i twórców oraz recenzentów czy krytyków) nigdy się w tym nie połapie.
Jedno jest pewne: do oceny jakiegokolwiek wytworu sztuki konieczne jest długie terminowanie w tworzeniu czy rozpoznawaniu dzieł. Jest to warunek konieczny acz niewystarczający. Ta niewystarczającość sankcjonuje nazywanie krytyki sztuką.

 

_images_A_childs_skull_before_losing1

 

*) Już nagminne, na małpi sposób powtarzane, bezsensowne używanie wulgaryzmów, nie przydające dziełu znaczenia (niedomogi w rzemiośle!); niczym nie uzasadnione i niekorespondujące z treścią (niedomogi rzemiosła!) brutalne sceny pełne przemocy czy seksualnego wyuzdania, w dodatku z użyciem świętych symboli (nie mówiąc o nawoływaniu do zabójstwa konkretnej osoby, co powinno być ścigane z urzędu!). Czyli nic nowego pod słońcem, skandaliści –wyprute mózgi– do znudzenia powtarzają wciąż to samo, naśladując innych „bezmózgów”.
„Draka” dla „draki”, szerzenie zepsucia (celowe -mimo iż część skandalistów nie zdaje sobie sprawy, że jest tylko narzędziem w rękach cynicznych graczy-) prowadzące do wyniszczenia społeczeństwa, pusty śmiech wykształconego głupca, który natrząsa się z człowieka znającego miarę i usiłującego nie zatracić granicy pomiędzy Dobrem i Złem.

*

Z Codziennika:

8 marca — DZIEŃ KOBIET (wspomnienia z PRL)

This entry was posted in Codziennik, notki o literaturze i literatach, Varia and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.