Not Acting Talk Only – NATO

Zanim zapłoną nasze biblioteki

 

NATO NATEM (i jak to odmieniać?), ale swoją wizję obronności państwa trzeba mieć

szwedzki tęczowy osioł 2Szwedzki tęczowy jeleń noblista
Powieszony –aby nie obrażać– w miejsce portretów noblistów (na swoje nieszczęście białoskórych, zatem portrety zdjęto), Uniwersytet w Sztokholmie

Jeszcze dwa lata temu jedna z moich znajomych kłóciła się ze mną, że w Niemczech jest spokojnie, tolerancyjnie i demokratycznie, a ona wie najlepiej, bo ma tam rodzinę i często u niej bywa. Ja, rzecz jasna, mówiłam o tamtejszej rzeczywistości oraz o patologicznej poprawności politycznej, sprzyjającej złemu obrotowi spraw. Wyrażałam także obawę przed przewidywalnym nabrzmiewaniem niebezpiecznej sytuacji i bezradnością naiwnego (w najlepszym razie) Zachodu. Oczywiście, moja wypowiedź została uznana za „oszołomienie” „teoriami spiskowymi” . (Na marginesie: Historia, nauki historyczne, to przecież nic innego, jak historia spisków, o których dowiadujemy się po latach, czasem po wiekach!; zresztą nawet wtedy, kiedy politycy rozmawiają ze sobą po cichu, w kuluarach czy zaciszach gabinetów, nie mówiąc o cmentarzach czy przytulnych restauracyjkach, czyż nie spiskują?).

Jak dzisiaj wygląda „demokratyczna” sytuacja u zachodnich sąsiadów? — rodzina coraz częściej bywa w Polsce i przymierza się do powrotu na stałe… Ale znajoma nie potrafi wycofać się ze swojego stanowiska i skoro nie sposób już chwalić niemieckich władz, przerzuciła się na zachwyty nad panem Owsiakiem o miękkim serduszku, panem Kulczykiem, który był mecenasem (niektórych) artystów…

Inna znajoma osoba po wycieczce z biurem turystycznym na Kubę (nie, nie, nie mówię o Obamie, patriarsze Cyrylu czy biskupie Rzymu -;) stwierdziła ostentacyjnie, że uwielbia Kubańczyków, bo oni tak samo jak Polacy „potrafią żyć obok tego”. No, nie licząc tych Kubańczyków, którzy siedzą w więzieniach – dodałam zgryźliwie.
Miłość do Kubańczyków i umiejętność „bycia obok” były „dzierganym” przytykiem do mojego „oszołomstwa” na temat sytuacji politycznej w Europie i ogólnie w świecie oraz do „psucia nastroju” przez przypominanie co jakiś czas o rzeczywistości. Prawdę mówiąc porównanie ogółu Polaków do ogółu Kubańczyków w reakcji na przejawy formowania z jednych i drugich „Folwarku zwierzęcego”, czyli bezwiedne określenie tych dwóch społeczeństw ciemną, uległą masą, która nie chce dorosnąć do człowieczeństwa, wstrząsnęło mną do tego stopnia, że przez kilka nocy miałam na tym tle koszmarne sny. Zapewne tacy w swej masie jesteśmy? Ale to nie powód do „lubienia”, raczej do politowania.

Wspominam tu rozmowy ze zwykłymi, wykształconymi (w każdym razie z dyplomami) ludźmi, ludźmi skądinąd przyzwoitymi, którzy ze swoich rodzinnych domów wynieśli wiele cnót charakteru i po których można by się spodziewać szerszych horyzontów.

W żadnym wypadku nie piszę tutaj o krętaczach i o tych niemoralnych spryciarzach, którzy od dawna dobrze wiedzą, co się dzieje i na tym korzystają, np. wyjeżdżając do dobrej pracy w Belgii, entuzjastycznie wychwalając UE, z hasłami na ustach „Wolność, równość, braterstwo” (ale praca załatwiona „po wysokich znajomościach” -;), „Dość mamy Smoleńska i głupoty polskich pilotów”, „MAK jest miarodajny”, „Jeszcze jeden, jeszcze jeden”; a teraz powracający cichcem do Polski, bo w Brukseli czy w pobliskiej Danii nie jest już „komfortowo” (wcześniej jednakże podpisując listy do premier Kopacz o nieograniczone przyjmowanie imigrantów); o spryciarzach, którzy teraz tu, w dzisiejszej Polsce, podpinają się pod prawicowe, ale już w miarę bezpieczne dla lewaków tematy, jak Żołnierze Wyklęci, opowieści o II Wojnie Światowej, Katyń. Za chwilę okaże się, że cwaniacy byli z narodem od zawsze: byli opozycją za czasów prawdziwej opozycji, podpisywali listy do władz prlu w obronie wolności słowa i tracili pracę z tych powodów, zawsze stali po stronie polskiego podziemia, sprzeciwiali się korupcji i grabieży polskiego majątku narodowego po 1989 roku itd.

Dzisiaj znowu przypomniałam sobie te niemiecko-francusko-ukraińsko-kubańsko-islamistyczne rozmowy, kiedy w TV zobaczyłam mieszkańców Krzyszkowic, którzy wstrząśnięci użalali się nad śmiercią dwóch młodych, niewinnych dziewcząt, zamordowanych w Nicei. Ludzie ci mówili na okrągło coś w rodzaju : I kto by pomyślał, że i nas dotknie terroryzm; przecież wojny nie ma, a jeśli jest to bardzo daleko stąd; kto by się spodziewał, kto by pomyślał, że i my padniemy ofiarą.

Po pierwsze, wojna w całej Europie trwa od dawna, po drugie, front od paru lat jest niedaleko, o kilkanaście godzin drogi samochodem, po trzecie, wojna nie toczy się przy użyciu czołgów i rakiet, ale nieuzbrojonych mas ludzkich, często nieświadomych do czego są używane, po czwarte, narody są dezinformowane, dlatego trzeba się wreszcie nauczyć odsiewać plewy od ziarna, po piąte, wojna „musi” trwać (tzn. narody pozwalają na to nie kontrolując swoich władz), bo koncerny państw „demokratycznych” robią na handlu bronią kolosalne interesy, dostarczając ją do krajów objętych wojną, a w razie braku wojny, mocarstwa same ją wywołują w „imię demokracji”, często cudzymi rękami itd., itp. … lecz przed wszystkim Polacy wreszcie powinni zacząć się uczyć obywatelstwa i interesować tym, co się wokół dzieje, chociażby we własnym, egoistycznym interesie. „Kto by pomyślał”—no kto? Najwyższy czas pomyśleć.

Maki, WyczółkowskiWyczółkowski, Maki

This entry was posted in Varia and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.