„Nie chcę się wieszać, chcę jeszcze coś napisać”

Lubię czeską literaturę. Lubię czeskie poczucie humoru, polegające z grubsza na tym, że jeśli czeski film zapowiadany jest jako komedia, to można być pewnym, że zobaczymy tragedię, zaś czeska tragedia będzie całkiem niezłą, surrealistyczną komedią. Podrabiać pełnokrwistych Czechów się nie da, jak się przekonali na własnej skórze niektórzy polscy literaccy naśladowcy; zresztą i film nakręcony wg „hrabalopodobnej” polskiej prozy też ma się nijak do pierwowzorów Jiříego Menzla.
Czeska, a właściwie czeska i słowacka literatura miała wielu oryginalnych poetów i prozaików, przy czym w Polsce ci najlepsi z nich są mało znani, albo i wcale, poza –oczywiście– Hrabalem. Hrabal miał wielkie szczęście u Polaków, w przeciwieństwie do np. wybijającego się oryginalnością Jakuba Demla, który –zawzięcie niszczony przez komunę– nie zdołał uzyskać należnej mu pozycji ani w Czechosłowacji, ani w Czechach, ani w Polsce.
Bohumil Hrabal był, jak sam to nazywał, „bojaźliwym bohaterem” — co to oznacza, można sprawdzić czytając jego spowiedź-esej ”Nic, tylko strach”, napisany niedługo przed śmiercią. Jak twierdzą jego biografowie, m.in. Tomáš Mazal, Hrabal nie donosił, nie współpracował z reżimem *), czasem podpisał list protestacyjny skierowany do władz, przez pewien okres nie drukował.
Był outsiderem przez całe życie, nie przynależał też do żadnego ugrupowania politycznego. Z tego zapewne powodu w swojej ojczyźnie jest mniej znany niż np. w Polsce. Tu zresztą miał i ma wielu niezłych tłumaczy, z dwójką znakomitych, niestety już nieżyjących, Andrzejem Czcibor- Piotrowskim i Józefem Waczkowem na czele (o takim tłumaczu, jak ten ostatni, marzy każdy poeta…)
Poniżej moja impresja po przeczytaniu „Auteczka”, jednej z ostatnich książek Bohumila Hrabala. W ubiegłym roku minęła setna rocznica jego urodzin.

Mikulski Kazimierz, wczesny okresKazimierz Mikulski

HRABAL I KOTY
czyli
„Myślę, że nawet kobietom nie dałem tyle, co kotom”

Ten smutny komik, „król komików”, jak sam siebie nazywał, szedł przez literaturę na koniuszkach palców**) stwarzając lekkie, surrealistyczne obrazy podszyte tęsknotą i melancholią, z delikatnie zarysowanym bólem istnienia i heroizmem życia. O tym, co drzemie na dnie duszy klowna, Bohumil Hrabal decyduje się mówić otwarcie dopiero za sprawą kotów.
Koty zawsze były miłością Hrabala, pojawiają się na kartach niemal wszystkich jego dzieł, ale dopiero w „Auteczku” (to imię jednej z kotek), prozie z 1983 roku, autor przedstawia głęboki konflikt emocjonalny narratora (w domyśle samego Hrabala), w który popadł był za widoczną przyczyną kotów. To koty sprawiły, że niemal kafkowskie poczucie winy, winy niezawinionej, wpisanej w ludzkie istnienie, za którą człowiek musi zostać ukarany, a którą Hrabal, jak sam wyznaje, dręczony był od wczesnego dzieciństwa, zostało w pewnym momencie urealnione- wina stała się konkretna i wydawało się, że można ją odpokutować.
Otóż w swoim wiejskim domku pod Pragą, w Kersku, bezdzietne małżeństwo Hrabalów hodowało swoje koty, z początku pięć, a w ostatnich latach życia Hrabala już 24! Latem pisarz mieszkał na wsi z kotami, zimą zaś codziennie rano przyjeżdżał z Pragi do Kerska, aby nakarmić swoich podopiecznych i popracować przy biurku w wiejskiej ciszy, która za sprawą stada kotów przestała być ciszą, a stała się piekłem kocich awantur i figli oraz ciężkim od przytłaczającej niepewności – co dalej?– milczeniem.

”Pisałem te swoje teksty, maszyna stukała, musiałem się spieszyć, nigdy nie miałem czasu, żeby dbać o stylistyczną poprawność tekstu, musiałem pisać szybko, żeby móc się poświęcić kotom, ponieważ wszystkie, nawet kiedy leżały z zamkniętymi oczami, patrzyły na mnie przez szparkę (…) A kiedy już musiałem wracać do Pragi, jak już się ubierałem, wtedy koty pokorniały, smutniały (…) kładły się każdy na swoim krześle, niezwykle grzecznie, że niby takie posłuszne będą, żebym tylko nigdzie nie wyjeżdżał (…) A w Pradze zdarzało się tak, że kiedy już byłem na dnie, kiedy już nie mogłem pisać i nie mogłem powrócić do równowagi, wypełniony strachem, samotny wskakiwałem do autobusu, i przez cały czas godzinnej jazdy przez zasypaną śniegiem krainę paraliżowała mnie myśl, czy koty są jeszcze na świecie, uginały się pode mną kolana, kiedy wysiadałem i szedłem aleją…”. Lecz na miejscu ”cały sztywniałem i zacząłem dostrzegać bezsens tego, że przyjechałem, że Kersko nie jest dla mnie tym miejscem, o którym wszyscy moi przyjaciele mówią, że to idealne miejsce do pisania, że mnie się tak powodzi, kiedy posiadam dwa mieszkania, jedno w Pradze i jedno w Kersku…prawda była inna. Kiedy w tym czasie przebywałem w Pradze lękałem się, co też te moje koty robią, i nie mogłem pisać ze strachu, że są głodne, że są tam i same…a kiedy jechałem do Kerska, wymyślałem sobie z kolei, dlaczego nie zostałem w Pradze, przecież tutaj także nie mogę pisać, zaczęła do mnie docierać racja mojej żony…Co będziemy robić z tyloma kotami?”
I kiedy znowu narodziło się dziesięć kociąt, sześć z nich Hrabal uśmiercił, powodowany zarówno bezradnością, jak i odpowiedzialnością. „Będę musiał wykonać tę katowską pracę (…), ja który kochałem koty, więc ja byłem także tym, który je musiał likwidować”. Narrator, który nazywa się tak, jak i pisarz, Bohumil Hrabal, miał tak uporczywe i silne wyrzuty sumienia, że wina urosła do winy Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary”. Dopiero wypadek samochodowy, z którego Hrabal niemal cudem uszedł z życiem przyniósł mu pewną ulgę i częściowe odkupienie winy. Chociaż Hrabal lubił żartować z czytelnikiem i, jak twierdził, posługiwał się „uściślającą fantazją”, dane biograficzne oraz wypowiedzi pisarza w paru głośnych wywiadach wskazują, że narrator i pisarz, to w zasadzie ta sama osoba- świadomy pisarz, który wie, że cierpienie bywa inspirujące.
Po śmierci przyjaciół, stryja Pepina (którego dobrze znamy z opowieści Hrabala) oraz oddanej mu żony osamotniony Hrabal coraz częściej rozmyślał o przepowiedni kerskiej wróżki Marzenki, która kiedyś powiedziała mu, że zostanie pisarzem, ale też przyjdzie na niego taki czas, że powiesi się na wierzbie, rosnącej na jego parceli. Z tego to powodu któregoś dnia, dawno temu, Hrabal obciął swojej wierzbie wszystkie gałęzie. Bo gdyby jego zabrakło, kto nakarmiłby koty? Koty, które kochał, ale i nienawidził za to, że „żądały” od niego zbyt wiele.
Stosunek Hrabala do kotów był niemal transcendentny: „Człowiek młodnieje jedynie w oczach zwierząt, staje się młodszy dzięki temu, że żyje na koszt żywiołów… Wobec obumierającego ciała jestem tak trochę nieśmiertelny…”. No i przecie, w gruncie rzeczy, „nie chcę się wieszać, chcę jeszcze coś napisać”- czy to też kocia sprawka? Bo na pewno „zbawiony zostanę tylko dzięki miłości do kocurów, chociaż każdego dnia najchętniej bym je zastrzelił, ale kto nie chciałby zastrzelić Boga, gdyby Go można było trafić”.
Epilog dopisało samo życie: starość, choroba, samotność i depresja okazały się w końcu silniejsze od woli istnienia i Bohumil Hrabal, przebywający długi czas w szpitalu, 3.lutego 1997 roku „wyfrunął’ na bruk, karmiąc ze szpitalnego okna gołębie, jak podała prasa, co jednak nie wygląda na prawdę: trudno sobie wyobrazić, aby prawie zupełnie unieruchomiony przez chorobę stawów starzec brnął do okna i stawał na jego parapecie po to, by nakarmić gołębie.
W tym miejscu przychodzi na myśl nieco młodszy od wielkiego prozaika wielki czeski poeta Miroslav Holub (gołąb). W niecałe półtora roku po śmierci Hrabala „odleciał”, również przez okno, w Wieczność.

2003r

Kazimierz Mikulski, Zamieszkały na niebieKazimierz Mikulski, Zamieszkały na niebie

*) Piszę o tym, ponieważ w odniesieniu do znanych ludzi tych spraw już nigdy nie będzie się dało ominąć. Nawet jeśli nikt nie zapyta głośno, to i tak w powietrzu zawsze zawiśnie to pytanie: Kim był, jak się zachował? Artysty nie da się oddzielić od jego dzieła. Dzieło jest dzieckiem, któremu artysta przekazuje swoje geny i krew– inaczej będzie ono (urodzi się) martwe. A z drugiej strony, to wielkie szczęście móc o utalentowanym artyście napisać dobrze jako o człowieku — to podnosi na duchu.

**) Odnosi się to do późnego, „łagodnego” Hrabala. Młody (i nieocenzurowany; przez siebie samego zresztą, ze względu na naciski) był drapieżny.

04 października 2015
PS Waldemar Żyszkiewicz napisał do mnie list, z którego pozwolę sobie zacytować parę fragmentów (za pozwoleniem Autora): „Masz fajną witrynę internetową. Przejrzałem ją z zaciekawieniem i przyjemnością. Bardzo spodobały mi się Twoje wiersze (…) także Twe teksty z pogranicza nauki oraz humanistyki. Wnikliwej, rozumiejącej. (…)
Bardzo dojrzale napisałaś o Hrabalu i jego sprawie z kotami. Tak się składa, że jako hodowca dzikich kotów przeczytałem „Auteczko” dość na bieżąco, chyba w 2004 roku, a później w jednym z Tysolowych tekstów poświęconych współczesnym wojnom kulturowym napomknąłem też o czeskim pisarzu
„.

This entry was posted in artykuł, notki o literaturze i literatach, O mnie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to „Nie chcę się wieszać, chcę jeszcze coś napisać”

  1. Pingback: Tu już nikt nikomu -- inferno