Naród traci język

Seraphine Louis8, wikiart

 

Przejeżdżałam niedawno „pekaesem”, a właściwie prywatnym busem (państwowym przewoźnikom się nie opłaca), przez małopolski Tarnowiec, który dzisiaj stanowi jedno z przedmieść Tarnowa. Bus zatrzymał się na chwilę na przystanku i mój wzrok przykuła wiata, inna niż wszystkie mijane po drodze. Stało się tak za przyczyną jej ciemnoniebieskiego koloru o szlachetnym odcieniu, który to odcień swoim walorem wyróżniał wiatę z szeregu tandetnych, niebieskich bud postawionych dla pasażerów na przystankach. Na drugi rzut oka okazało się, że ściany wiaty są szklane, a nie jak zazwyczaj obite sklejką. Mało tego, ściany okazały się czymś w rodzaju witraża, bo na ciemnoniebieskim szkle majaczyły jakieś jasne, regularne znaki. Zanim bus znowu ruszył zdążyłam się połapać, że są to litery powstałe przez niezamalowanie szyby, coś jakby odwrotny druk– malujemy tylko tło. A litery te składały się w słowa… tak, kto by pomyślał, wiersza! Trzy zwrotki „Odysa” Leopolda Staffa– zdążyłam rozpoznać nim nabraliśmy prędkości. Że też jeszcze jest ktoś, kto usiłuje propagować poezję, pomyślałam pozytywnie zdziwiona.
Odys, a więc podróż. Interesujących wierszy o wędrówce, tej w sensie dosłownym i tej w sensie przenośnym, mamy wiele. A gdyby tak wszystkie wiaty w Polsce zadrukować poezją –nazwijmy to– podróżną? Resocjalizację społeczeństwa odzwyczajonego od czytania, od samodzielnego myślenia, społeczeństwa tracącego język (coraz uboższy zasób słów, coraz częstsze wulgaryzmy i naleciałości z obcych języków, głównie z angielskiego, coraz słabsza znajomość gramatyki) trzeba zacząć od dołu, od podstaw. Oczywiście najlepiej by było zlikwidować telewizję i 90% gazet, nie mówiąc o wielu portalach internetowych—są źródłem językowego partactwa, bardzo groźnym, bo narzucającym widzom i czytelnikom swój językowy standard, a raczej jego brak. Taki pomysł, rzecz jasna, nie przejdzie (i wcale się przy nim nie upieram :), sama jednak prawie nie oglądam naszej telewizji i wcale nie czytam naszych gazet oraz unikam trybun internetowych; także z tego powodu, że pamięć słuchowa i wzrokowa przyzwyczaja nas do błędów), ale przecież można wprowadzić wymóg posiadania czy to karty mikrofonowej, czy świadectwa ukończenia kursu korektorskiego, albo poświadczenia przez specjalną komisję kompetencji językowych osoby starającej się o posadę spikera czy redaktora. Odgórne dekretowanie, że oto jesteśmy narodem takim to a takim, bez zmiany w codziennym postępowaniu, nie uczyni z nas społeczeństwa obywatelskiego, cywilizowanego, odważnego, chrześcijańskiego, rozsądnego itd. Proces odnowy społecznej należy zacząć od podstawówek i na przykład przystanków autobusowych.
Szukając w Internecie wiersza Staffa (dla dokładnego przypomnienia sobie treści), natknęłam się na liczne strony będące tzw. ściągami do języka polskiego. Na stronach tych podsuwa się uczniom „interpretacje” utworów przerabianych w szkole. Opad szczęki, wytrzeszcz oczu, włosy stające dęba– tak w skrócie mogłabym opisać towarzyszące mi uczucia. Nie chcę tutaj cytować tych nieszczęsnych bryków, zwłaszcza że niektórzy autorzy mają jeszcze szansę na poprawę, ale recydywa w postaci tzw. klucza woła o pomstę do nieba. Zaś za podsuwanie uczniom zdań typu Poprzez postać Odysa Staff ukazał problematykę życia ludzkiego powinna grozić kara do kilku lat ciężkich robót.
Nie myśleć, tylko kluczyć?
Dla niewtajemniczonych fragmencik z Klucza (dotyczy „Odysa” Staffa):
Wypisz dwie rady i dwie prawdy życiowe, jakie przekazuje nam podmiot liryczny w 1 i 2 zwrotce.
(…)
Odp.
(…)
PRAWDA ŻYCIOWA
A. Wszyscy popełniają błędy.
B. Życie jest nieprzewidywalne.

To fakt, Wszyscy popełniają błędy, zgodnie z „Prawdą życiową A” — pytanie w Kluczu także zawiera błąd. Poprawna wersja wygląda tak: Wypisz dwie rady i dwie prawdy życiowe, które przekazuje nam podmiot liryczny w 1 i 2 zwrotce.

Obraz autorstwa Seraphine Louis, z Wiki

*

Na marginesie (15 lipca): Już dawno nie byłam świadkiem tak zmasowanego ataku na transplantologów (Wrocław), który siłą rzeczy rozciąga się na wszystkich lekarzy, jak to się dzieje obecnie. Wszyscy wiemy, że służba zdrowia w Polsce (podobnie jak gospodarka, szkolnictwo, bankowość itd.) leży rozłożona na łopatki (przy takim niedofinansowaniu i tak sobie radzi nie najgorzej), ale nie uzdrowimy jej atakując na oślep każdego w białym fartuchu. Jak tak dalej pójdzie, niedługo będą nas „leczyć” różnej maści szamani i znachorzy, bo lekarze wyjadą stąd gdzie pieprz rośnie.

This entry was posted in artykuł, Zapiski na wodzie and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.