Kombonianie na krańcu świata

Mama o. Tomka, jednego z polskich kombonianów, była uczennicą moich rodziców, a kiedy założyła rodzinę i wraz z mężem wybudowała dom obok szkoły, stała się naszą sąsiadką. Chociaż dzisiejszego misjonarza i mnie dzieli duża różnica wieku, to łączą nas wspomnienia i dawne, dobre sąsiedztwo oraz…romantyzm. Tak, romantyzm; chyba nie muszę mówić z czego i na rzecz czego rezygnuje misjonarz na krańcu świata oraz poeta w którymkolwiek miejscu by był, o ile chce być prawdziwy. I co ich do tego pcha.

Taką choinkę bożonarodzeniową ma ojciec Tomek i zaprzyjaźniona z nim grupa wiernych (fotografie: padre Tomasz):

Boże Narodzenia-1-IMG_7365Choinka, Boże Narodzenie 2015

Drzew iglastych tu nie ma, w ogóle brakuje wielu rzeczy, ale coca-cola jest wszędzie—pisze do mnie dawny sąsiad.—To i drzewko jest takie, jakie jest.—Czyli z butelek plastikowych po coli i ze światełkami zrobionymi metodą chałupniczą. Misjonarz Tomek oprócz teologii ukończył wydział elektryczny na uczelni technicznej— nawet nie śnił, wybierając tego typu studia, do czego przydadzą  mu się kiedyś inżynierskie umiejętności.

Boże Narodzenie- 5-IMG_7280Świąteczne danie, Boże Narodzenie 2015

Ludzie tutaj są bardzo ubodzy— nie stać ich na urządzanie wieczerzy wigilijnej. W pobliskim miasteczku– o ile ktoś dysponuje pieniędzmi, to, oczywiście, urządza kolację, która czasem trwa całą noc—pisze do mnie o. Tomek.– Wigilia, na której byłem ograniczała się tylko do zabawy w „tajemniczego przyjaciela”, tzn. uczestnicy przyszli z drobnymi prezentami i losowali kto kogo obdaruje.

IMG_7361Tym razem garnek będzie pełen mięsa. A w tle butelki coca-coli

„Budynek” kościoła nie jest wystawny, ale większość wiernych –uśmiechnięta:

Boże Narodzenie 3Pierwsza msza w Dzień Bożego Narodzenia, 2015

This entry was posted in Varia and tagged , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.