Imieniny, Sted i „luźna woda”

 Lucyna_Kuśnierczyk_Metamorfozy

 LucynaKuśnierczyk, Metamorfozy

Dziękuję PT Czytelnikom za życzenia imieninowe. Obchodzę je 26. lipca, bo –jak każe zwyczaj–  przypadają na dzień, któremu patronuje święta/święty, którego imię nosimy. W starych kalendarzach pod datą 26. lipca figuruje Mirosława, lecz –co mnie nie dziwi– żadna Mirosława nigdy nie była świętą ani nawet błogosławioną. Z opresji jednak wybawia mnie fakt, że jest to również dzień poświęcony  świętej Annie, a to już zmienia postać rzeczy: Anna jest moim drugim imieniem przez pamięć na moją babcię Annę Srokową z Bąków.

Z dniem moich imienin wiąże się pewna historia sprzed lat, a ponieważ dotyczy ona poezji i naszego życia literackiego, postaram się ją pokrótce opowiedzieć. 

Otóż imieniny w roku 1979 były dla mnie szczególne-  w tym właśnie  dniu usłyszałam przez radio, że śmiercią tragiczną zmarł poeta Edward Stachura; zmarł dwa dni wcześniej, 24.lipca, ale wieść dotarła w imieniny. Pewnie dlatego zapamiętałam tę datę tak mocno. To znaczy między innymi dlatego. Stachura bowiem był poetą niezwykłym i każdy, kto chociaż trochę interesował się poezją znał nie tylko jego nazwisko, ale i wiele jego utworów. Spotykałam młodych ludzi, którzy jeszcze całe lata po jego śmierci nosili przy sobie zapisane ręcznie zeszyty-śpiewniki ze Stachurowymi  wierszami, albo spięte zszywkami w kajeciki przekalkowane odbitki z rozmazaną na skutek  częstego używania farbą.  Letnie wycieczki, rajdy, ogniska były wręcz nie do pomyślenia bez wspólnego śpiewania wierszy Steda. Sted bowiem umiał swoją poezją dotrzeć do młodych, wrażliwych ludzi. Pewnie dlatego, że potrafił ująć w słowa ich (i swoją) tęsknotę za  dobrym światem, za pięknymi ludźmi, pięknym życiem wypełnionym miłością i wiernością. I nie fałszował- w jego słowach wyczuwano prawdę.  A najwrażliwsi spośród czytelników zauważali cierpienie poety, doświadczany przez niego dojmujący ból istnienia. I identyfikowali się z nim. Wokół poety zaczęła narastać legenda, mit, Stachura stawał się bardziej bohaterem wyimaginowanym niż realnym człowiekiem. Działo się tak zapewne i dlatego, że  twórczość Stachury mylono z jego życiem, a życie mylono z twórczością, to zaś sprzyjało wzrastaniu przekonania, że ideał (życia pięknego, prawdziwego, wolnego)  może być osiągalny.  Ale bo i był po temu myleniu powód- wydaje się, że sam poeta zatracał granicę pomiędzy życiem  i poezją (któż z prawdziwych poetów tego nie doświadcza…).  Taka zatrata jednak prowadzi  do niebezpiecznych sytuacji, lecz to już temat na osobne rozważania… 

Powieści  „Siekierezada”  i  „Wszystko jest poezja” (tak, „jest poezja”, a nie uparcie powtarzane w życiorysach, notach biograficznych itp.: „wszystko jest poezją”) były dla wielu młodych osób objawieniem, dojmującym przeżyciem: oto mówi do mnie ktoś, kto jest wolnym człowiekiem, kto jest człowiekiem prawdziwym,  mówi do mnie żarliwie i szczerze

Niemal przez całą dekadę lat  70’ żyłam całkowicie poza środowiskiem literackim.  Ukształtował mnie dom rodzinny i nieprzeliczone godziny spędzane na poszukiwaniu na własną rękę swojego języka, a więc na żmudnym wydobywaniu z bełkotliwych zdań klarowności, jasności  oraz znaczenia zadziwiającej  rzeczywistości, która pod naskórkiem skrywa swoje unerwienie, krew i zdumiewające mechanizmy wprawiające cały ten świat w nieustanny ruch.

Kiedy odkryłam istnienie  Edwarda Stachury okazało się, że właśnie Ziemowit Fedecki wybrał do zamieszczenia w „Twórczości” kilkanaście moich wierszy. Numer był już po tzw. szczotkach (wtedy nie znaliśmy komputerów), po mojej drugiej autorskiej korekcie (tak, szanujące się redakcje traktowały autorów przyzwoicie), ale, jak się później dowiedziałam, wiersze te nie zostały przepuszczone przez cenzurę– wycofano je w ostatniej chwili, ponieważ były –jak cenzor oznajmił Jarosławowi Iwaszkiewiczowi — „zbyt pesymistyczne”, a w PRL  przecież wszyscy musieli być szczęśliwi! (Jakoś dziwnie przypomina to dzisiejsze czasy, kiedy elita przejmując standardy zabawy od „będących naszą nadzieją młodych, radosnych ludzi” oddających mocz na znicze, krzyczących „Został jeszcze jeden”, niosących transparenty (pisownia oryginalna) „Mochery na stos!” i brutalnie  szarpiących starsze kobiety żąda od obywateli  –niezależnie od okoliczności– radości, optymizmu, luzu i śmiechu). Drugi zestaw moich wierszy, które redaktor Fedecki  uparcie –po odczekaniu stosownego czasu– skierował do druku, został wybrany przez Edwarda Stachurę (!), który właśnie odwiedził był Ziemowita Fedeckiego  w redakcji  i zwrócił szczególna uwagę na leżące akurat na biurku wśród sterty innych maszynopisów  wiersze nieznanej, młodej poetki z Galicji.

Gdy w „Twórczości” pojawił się pierwszy fragment prozatorskich szkiców i wyznań Stachury pt. „Fabula rasa” zapisałam w notesie: To już kres, poeta dotarł do kresu.  Z niepokojem zaczęłam śledzić wszystko, co było autorstwa Stachury, a pojawiało się w prasie literackiej po druku tego porażającego fragmentu, zwiastującego rychłe „przejście poety przez mur”. Miałam nadzieję, że znajdę coś jasnego, coś, co da nadzieję,  lecz  były to już wyłącznie piękne i tragiczne następne fragmenty „Fabulae…” , potwierdzające moją intuicję. W całości książka ukazała się drukiem w 1979 roku. Kiedy wzięłam ją do ręki i przerzuciłam kilka kartek, poczułam całe brzemię śmierci. Niedługo potem dotarła do mnie przygnębiająca wiadomość…

Niewiele, prawie nic nie wiedziałam o wcześniejszych próbach samobójczych autora  brawurowego poematu „Kropka na ypsylonem”, ale dla Stachury życie i twórczość  były niemal tym samym, jednak. Młodzi, wrażliwi ludzie śpiewający Stachurę podczas wakacyjnych wędrówek mieli rację.

Wspominając Steda nie można przemilczeć jego charyzmatycznych przekładów poezji. Jestem zdania, że poezję może przekładać tylko dobry poeta, chociaż podobno czasem zdarzają się tłumacze, którzy  sami nie napisali w życiu ani jednego wiersza, a mimo to udaje się im nie zatracić w przekładzie poezji,  a nawet znaleźć adekwatne metafory (w to ostatnie nie wierzę). Stachura  miał tak wyrazistą i silną poetycką  osobowość, że chcąc nie chcąc zostawiał na przekładach swój odcisk  języka (bo trudno powiedzieć: palca). Ale co to był za odcisk! Podejrzewam, że wielu tłumaczonym przez siebie poetom dodał w  ten sposób skrzydeł. Przypominam sobie wielką awanturę sprzed lat, która rozegrała się na łamach bodajże „Twórczości” lub „Literatury na świecie”. Awantura  pomiędzy renomowanym wydawnictwem literackim a Edwardem Stachurą. Otóż wydawnictwo zamówiło u Stachury tłumaczenie tomiku poezji hiszpańskojęzycznego poety  (nie pamiętam nazwiska), a następnie redakcja poezji odrzuciła wielomiesięczną pracę Stachury, bo, jak pisał ktoś w recenzji wewnętrznej, przetłumaczone wiersze  nie były wierne oryginałom, były zanadto „stachurowate”. Dlaczego o tym wspominam? Bo zapamiętałam genialną metaforę wymyśloną przez tłumacza, a która to metafora stanowiła jeden z zarzutów „dowolnego” i „nieprofesjonalnego” przekładu. Otóż Stachura przekładając wiersz o studni  (piszę z pamięci, to, co zapamiętałam sprzed 40 lat) użył sformułowania, że gdzieś głęboko, wśród ciemnych cembrowin studni zalśni „luźna woda”. Luźna woda –genialne sformułowanie! Jest w nim i natura wody, ta fizyczna i ta „psychiczna”, jest w nim i tajemnica, i mrok, i dziwne lśnienie, a także onomatopeiczny odgłos cichego ślizgu płynnych warstw… A teraz wpiszmy w miejsce „luźnej wody” wodę szemrzącą… Może w oryginale istotnie coś szemrało (chociaż hiszpańskie szemranie, w hiszpańskim kontekście, wcale szemrać nie musi, może np. pluskać) ale, na miły Bóg!, kto z poetyckim słuchem będzie się upierał przy takiej fatalnej zamianie?!

Ach, schemacie…

Z „Kropki nad ypsylonem” Edwarda Stachury:

 

(…)

schemacie

kacie z kurtką na wacie

nihil novi sub Sole

i dzięki Słońcu milsze molowi sobole

niźli nasze chrustem malowane powidła

 

akurat jest nów

to proszę

to wniosek wnoszę

pójdź przeciwko mnie na łów

 

—————————————————————————

 

pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły

odeprzeć tłumnie armie reguły

 

 —————————————————————————

(…)

This entry was posted in Bez kategorii and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.