Grozaicy i groza współczesna

Wczoraj w kawiarni ktoś przy sąsiednim stoliku czytał, tak na oko oceniając- pięćsetstronicową książkę. I nie był to Proust czy Hesse, nie był to także Reymont, nie mówiąc o świetnym Prusie, nie był to nikt, którego 500 stron warto by było „zmęczyć”, ale był to nasz współczesny, politycznie poprawny grozaik!… Groza wlokąca się przez pół tysiąca stron… A więc masochizm potrafi przybierać tak wyrafinowane formy? Chociaż…może czytelniczka nie jest masochistką, ale ofiarą czyjegoś sadyzmu? Postanowiłam sprawdzić:
-Podoba się pani?- spytałam, gdy nasz wzrok się spotkał.
-To jest jeden z najlepszych polskich prozaików- odparła z nutą buty i poczucia wyższości w głosie. A także z lekką irytacją, bo u nas nie rozmawia się z obcymi, nie uśmiecha do nieznajomych. Pewnie jest to wyuczony odruch związany z życiem w socjal-komunizmie, gdzie co rusz, to „ucho”. A także przejaw fałszywie rozumianego honoru, za czym najczęściej stoją stłamszone kompleksy.
-A, nie wiedziałam. To ciekawe, mogłaby pani jakoś mnie zachęcić, przekonać?- spytałam.
Zmierzywszy mnie wzrokiem osoby „wtajemniczonej” odparła wzruszając ramionami:
-Wszyscy wiedzą. To bardzo znany pisarz.- I jak to obecnie dość spora grupa młodych (?, była powyżej 30) ma w zwyczaju, pouczyła mnie: – Radzę więcej czytać, coś ponad Sienkiewicza.
Roześmiałam się głośno, szczerze i tak od serca. Kobieta patrzyła na mnie ze zdziwieniem, lekkim zgorszeniem, złością – wyraźnie traciła rezon.

Cieślewicz, The small cross, from the series Oseelisques, 1995-a001854sRoman Cieślewicz, fotomontaż,The small cross

PS Z Romanem Cieślewiczem korespondowałam w latach osiemdziesiątych– bardzo podobały mi się jego dzieła, lubiłam także niezmiernie rzeźby jego zmarłej żony, Aliny Szapocznikow. Kiedy w Polsce półki sklepowe zaczęły uginać się od octu, a żywność była racjonowana, on zaproponował mi pomoc — o ile będę czegoś potrzebowała, mam pisać do niego „jak w dym”. Nie nadużywałam bezinteresowności pana Romana, ale parę razy poprosiłam o nieosiągalne u nas leki dla najbliżej rodziny, które zawsze natychmiast były pakowane w Paryżu i po krótkim czasie kurier z paczuszką pukał do moich drzwi. Pamiętam, Panie Romanie.

This entry was posted in notki o literaturze i literatach and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.