Pussy Bies czyli siermiężne sado-maso

Mój wpis z 1. sierpnia sprowokował parę osób do zadania mi pytania, czy aby nie jestem miłośniczką „Behemotha”. Pytania te brzmiały na ogół żartobliwie, ale niektóre zawierały w sobie nutę „poważnego ostrzeżenia”. Ależ skąd, w żadnym wypadku nie jestem fanką „Behemotha”! Z faktu, że lubię niektóre „kawałki” szwedzkiego zespołu „Sabaton” w żaden sposób nie wynika, że lubuję się w „Behemothowych” sabatach.

fot.Stuart Franklin

 

Nie znam się na rodzajach muzyki młodzieżowej, ale to, co gra „Sabaton”, to chyba power lub heavy metal, w każdym razie na pewno jest „hard”, ale nie jest „black”. Frontman ma dźwięczny jak dzwon, dramatyczny głos, a cały zespół duże wyczucie rytmu i stylu. Już pierwsze takty utworu osadzają słuchacza w miejscu, nie sposób ot tego się oderwać , machnąć ręką i pójść dalej. Jeśli taka grupa muzyczna zaśpiewa parę pieśni na temat czy to Powstania Warszawskiego („Uprising”), czy to bitwy pod Wizną („40:1”), zaśpiewa w języku uniwersalnym, tj. po angielsku, to nikt rozsądny nie zaprzeczy, że wykonuje ona dla nas kawał cholernie dobrej roboty, jakiej żaden inny artysta czy polityk od dziesięcioleci nie zrobił dla, trudno i darmo, użyję tego słowa –rozreklamowania– Polski i rozpropagowania w świecie naszej tragicznej historii i nieugiętej postawy polskiego żołnierza i polskiego cywila w obronie wolności. Trzeba dodać, że żołnierza niejednokrotnie oszukanego przez sprzymierzeńców, wystawionego samotnie przeciw uzbrojonemu po zęby i wielokrotnie przekraczającemu liczebnością wrogowi. Tym większe podziękowania należą się „Sabatonowi”, że jest to przecież zespół szwedzki, a zainteresował się tym, czym zespoły polskie nie chcą sobie zawracać głowy. I proszę nie mówić, że „Sabaton” robi to dla kasy, inne zespoły też by miały z tego kasę (i słusznie, wszak za dobrą pracę należy się dobra zapłata).

Mój wpis z 1. sierpnia sprowokował parę osób do zadania mi pytania, czy aby nie jestem miłośniczką „Behemotha”. Pytania te brzmiały na ogół żartobliwie, ale niektóre zawierały w sobie nutę „poważnego ostrzeżenia”. Otóż, proszę wybaczyć, odpowiem szczerze: nic nie rozśmiesza mnie tak mocno, jak rzeczony zespół. Kiedy rozpętała się wokół niego burza (reklamowa) oglądnęłam jeden jego klip, który mniej więcej w tym właśnie czasie pojawił się w sieci. Pan Püdel „robił” w nim za Lucyfera, pan Nergal trudno powiedzieć za kogo się podawał, ale sprawiał wrażenie naszego dobrego znajomego – blady, wystraszony, w pomiętym, kusym kubraczku siermiężny Boruta, który wyłania się z oparów mgły unoszącej się znad bagien pod Łęczycą. Wyraźnie cierpi z powodu kaca, wydaje chrapliwe jęki, właściwie ryczy, wycharkując jedną, stale tę samą nutę. Groza wieje taka, jak co najmniej z n-tego sequelu „Żywych trupów”. Kiedy już zdrowo się pośmiałeś zaskoczony takim „pomysłem artystycznym” na wywołanie dreszczy u widza i słuchacza i już masz wyłączyć ten „powiew nowoczesności”, na scenie pojawia się wypomadowany pan Püdel. Zachowuje się nienaturalnie i sztucznie, nadal nie mogąc połączyć w jedną spójną całość wyobrażeń o sobie, swojego najgłębszego Ja, kompleksów nieśmiałego chłopaka oraz tego, co „ludzie mówią” z tym, jak chciałby być odbierany przez otoczenie, jednym słowem Lucyfer- biedaczysko. No, ale w odróżnieniu od rzężeń perliczki , której poderżnięto gardło, ten ma całkiem niezły kawałek głosu! Ma także wyczucie rytmu , dobrą dykcję i… niezły tekst Micińskiego. Wokaliście udało się także uniknąć tutaj tej irytującej maniery tandetnego wibrata w stylu „szybki seks w toalecie dla osób płciowo niezidentyfikowanych”.

Ów „diaboliczny” tekst, to wiersz młodopolskiego poety o cierpiącym Szatanie, który zdaje sobie sprawę z tego, że mimo wielkiej mocy i mimo swoich wysiłków jest słabszy od Boga ( … „Na harfach morze gra – kłębi się rajów pożoga / I słońce – mój wróg słońce! Wschodzi wielbiąc Boga”) – cóż to mógłby być za video klip! Jaki to mógłby być kawał muzyki! Walka Dobra ze Złem, w której jednak zwycięża Dobro! Niestety. Rzecz została tak zagmatwana, że właściwie nie wiadomo o co chodzi autorom klipu. Z komentarzy pod filmikiem widać, że forumowicze także w gruncie rzeczy nie wiedzą co jest grane. Większość uważa, że jest to czarna msza skierowana przeciw „katolom”, są tacy, którzy twierdzą, że muzycy grają przeciw każdej religii, a jeszcze inni piszą, że zespół jest znany zagranicą, a to oznacza, że w Polsce mamy ciemnogród ( tak, zgadza się, mamy tutaj przejawy ciemnogrodu, czego dowodem jest tego typu „logiczne” wnioskowanie– dodam złośliwie). Wydaje się, że nikt z dyskutujących nie zwrócił uwagi na tekst, a jeśli nawet coś z niego usłyszał, to i tak nie zrozumiał. Przyczyna dezorientacji słuchacza i widza być może leży w poprzednich produkcjach grupy (nie znam ich i nie mam zamiaru zapoznawać się z nimi), w produkcjach, kto wie, może wyraźnie „diabelskich” , utrwalających taką a nie inną opinię o zespole, którego to działania zostały obecnie z lekka złagodzone przez ewangelizacyjny trud księdza Bonieckiego? I w efekcie powstało nie-wiadomo-co. Bo na pewno nie drżą tu szale wagi, Dobro nie przeciwstawia się Złu, bo i gdzie to Zło?– bies wypalił sobie skuna i wpadł w paranoję… Może kiks jest wynikiem nieudźwignięcia arcyciężkiego tematu (walka Dobra ze Złem), może powierzchownego odczytania tekstu przez muzyków, chociaż jest też możliwe, że po prostu opacznego zrozumieniem (ewangelizacja nie zadziałała), lub wszystkie wymienione ewentualne przyczyny miały tutaj po trochu swój udział, w każdym razie –i to jest właśnie czarcie zło– tekst został rozbrojony! A słuchacze ogłupieni i pozostawieni na manowcach wśród bagiennych mgieł.

Poezji Micińskiego bowiem towarzyszą obrazy lewitowania, madame Bławacka w akcji, cofnięta rebirthingiem (?) – albo zwykłym liftingiem i liposukcją– w młode ciało, wirujące, dziurawe garnki lecące z nieba wprost, bez segregacji , na odkryte, cuchnące na kilometry wysypisko nad Baryczą, czerwone, choinkowe żarówki w końskich ślepiach, kucyk posmarowany czarną pastą do butów, snujące się po ekranie zombies, roztrzęsiony Boruta w opłakanym stanie, pejcze, skóry i łańcuchy, tusz na rzęsach Lucyfera i szminka na wydatnych, męskich (?) ustach itp. , itp.
Tania „agencja towarzyska” ma być tym wielkim Złem i Czarną Mocą zaciekle walczącą z Najjaśniejszym Dobrem? Panowie, nie rozśmieszajcie mnie.

I tutaj zgodzę się z księdzem Bonieckim: w porównaniu z „innymi czynnymi szatanami” Nergal to śmieszny, jasełkowy diabełek. W dodatku diabełek nieudacznik, który miast poprzestać na jękach i bólu żołądka, w akcie desperacji –czując się niedocenionym i przegranym nawet w rywalizacji z Gargamelem– bierze się za rozszarpywanie świętej Księgi i przy akompaniamencie wulgaryzmów rozrzuca jej strzępy ze sceny. W fazie ostrego delirium zaś nasz biedny Boruta sięga po atrybut ukrzyżowanego Odkupiciela– cierniową koronę. Zgoda, oszołomiony i skacowany Boruta cierpi, ale „trzeba znać proporcją” jak powiada klasyk. Tak, czterdziestolatek najwyraźniej jeszcze nie wydoroślał, i jako taki ma prawo do buntu, ale co za dużo, to niezdrowo, z czym, myślę, nawet ksiądz Boniecki się zgodzi; zatem rozwydrzonemu dzieciakowi, w ramach lekcji, należy się kara: proponuję przez 3 miesiące zero kieszonkowego oraz szlaban na dobranockę i ulubiony deser.

PS Przestraszyć, to mnie istotnie przestraszyły, ale ostatnie występy ks. Bashobory na stadionie …

This entry was posted in Varia and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Pussy Bies czyli siermiężne sado-maso

  1. Pingback: Wiersze kuchenne