A więc to tak

 

BY SERCE DRGNĘŁO

 

 Rozmowa z MIRA KUŚ o refleksjach dotyczących poezji i życia w blokowisku

 

 – Ma Pani ulubioną porę roku?

 – Zimę. Lubię jej biel, wyciszenie, urok, magię…

 

– A wiosnę? To dobry czas dla twórców?

 – Zależy dla których. Np. angielski poeta Thomas S. Eliot w jednym z wierszy pisał, że kwiecień jest najlepszą porą na umieranie. Przełamywania zimy w wiosnę obawiały się także takie poetki, jak Emily Dickinson, Sylvia Plath. Odnoszę wrażenie, że ci artyści, którzy są wyraźnie kontemplacyjni i bardzo wrażliwi, znoszą ten czas gorzej od innych. Dla mnie okres ten też nie jest lekki. Przyczyna, myślę, leży w tym, że medytacyjność i związana z tym lekka melancholijność, której sprzyja biała zima i drzemiąca ziemia, nadal dominuje w życiu wewnętrznym danej osoby. Jest tam głęboko osadzona. A ponieważ w tym czasie świat budzi się do życia i to w sposób wręcz gwałtowny, więc odczuwalny dysonans pomiędzy tym, co wewnątrz, a tym co na zewnątrz jest zbyt duży.

 

– Wierzy Pani w natchnienie?

 – Różnie z tym bywa. Jeśli poeta chciałby się zdać tylko na natchnienie, to niewiele dobrego by napisał. Owszem, w życiu bywają okresy, które sprzyjają wenie. Są też chwile, kiedy nagle pojawia się dobry pomysł na wiersz. Czasem nawet udaje się go zapisać od początku do końca w sposób niewymagający specjalnych poprawek. Ale nawet te epifaniczne doznania nie biorą się ot tak, z niczego. Taki wiersz, jego treści długo są noszone we wnętrzu poety. Aż następuje moment, jak w przypadku dojrzałego kasztana: pęka skorupa i on wyskakuje. Tak naprawdę pisanie to ciężka i żmudna praca. Pisarz musi sobie wypracować swoje własne narzędzia; język, styl, po których będzie rozpoznawalny.

 

 – Istnieje recepta na tworzenie liryki?

 – Może i gdzieś tam jest, ale ja nie znam. Wiem tylko, że napisany wiersz muszę odłożyć do szuflady, przeczytać go ponownie po pewnym czasie, kiedy nabiorę do niego dystansu, poprawić, znowu schować do szuflady… Czasem trwa to krótko, czasem rok, a nawet dłużej.

 

– „W murach z betonu nie ma miejsca na miłość…”  śpiewa piosenkarka,odnosząc się do blokowiska. A na wiersze ?

 – W murach z betonu, na całe szczęście, są okna. Ja na dodatek jestem uprzywilejowana, bo z moich mam widok na stary Kurdwanów i Rajsko. Ponadto często przywołuję obrazy i emocje z dzieciństwa, które spędziłam wśród przyrody. Jak sięgnę pamięcią, byłam na nią zawsze bardzo uwrażliwiona. Wracając do blokowiska, skoro las nie podejdzie pod blok, ja mogę pójść do lasu. Wielokrotnie obeszłam sama czy z synem okolice Krakowa od południowej i zachodniej strony. Zwiedziłam, jeżdżąc rowerem, niemal każdą podkrakowską wieś.

 

– Z wykształcenia jest Pani fizykiem. Podobno najlepszymi humanistami są umysły ścisłe?

 – No i co ja mam odpowiedzieć polonistce? (śmiech)

 

– Prawdę!

 – Więc myślę, że to prawda. Aby być dobrym np. teoretykiem literatury czy świetnym historykiem nie wystarczy duże oczytanie, dobra pamięć do tekstu i otwarcie na ludzkie emocje. Trzeba także mieć bardzo zdyscyplinowany umysł, logicznie myśleć i wyciągać właściwe wnioski.

 

– Czy współcześni czytelnicy interesują się poezją?

 – Autentyczne, czyli nie na zasadzie mody i snobizmu, zainteresowanie poezją, jak zresztą każdym rodzajem sztuki wysokiej, nigdy nie było masowe. Poezja wymaga odbiorcy wrażliwego i w jakiś sposób przygotowanego, chociażby przez częste czytanie. Ale to nie tak, że dobra poezja nie jest w stanie trafić do osoby z poezją nieobeznanej, ale wrażliwej. Taka bowiem poezja, nawet skomplikowana, odwołuje się do uczuć. Czytelnik nie musi wszystkiego zrozumieć, by serce drgnęło. Warunkiem jest wrażliwość i umiejętność wyciszenia. Dzisiaj człowiek tę wrażliwość traci. Mam wrażenie, że godzi się na stłumienie swojego ducha, chociaż z tego powodu odczuwa dyskomfort.

 

– Specyficznym rodzajem czytelników są recenzenci, krytycy. Jaki jest Pani stosunek do nich?

 – Do krytyki mam stosunek krytyczny (śmiech). Ich liczne wypowiedzi na temat mojej poezji były dobre, a nawet bywały entuzjastyczne. Nie spotkała mnie z ich strony szczególna przykrość. To miłe, ale nie należy się tym za bardzo przejmować, bo każdy twórca traktujący serio to, co robi, zawsze ma uczucie, że można było lepiej coś zrobić. I się nie myli. Krytyka wtedy jest pomocna, gdy wchodząc bardzo głęboko w tekst, potrafi wskazać poecie tropy przez niego nieuświadomione. Ale taka krytyka, to też prawdziwa sztuka, a więc nieczęsto spotykana.

 

– Uważnie przygląda się Pani otaczającemu światu. Jakie refleksje płyną z tych obserwacji ?

 – Zdobycze nauki i techniki, w tym ogromny rozwój medycyny na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat bardzo ułatwiły nam życie. Ale jest druga strona medalu. Zachłyśnięcie się cywilizacyjnymi osiągnięciami i odczuwalne przyspieszenie w tym zakresie czyni świat człowiekowi nieprzychylnym. Sztuce potrzebny jest archetypiczny obraz Ziemi zawieszonej w ciszy Kosmosu, z jej czterema żywiołami, powtarzającymi się porami roku, z jej roślinnością, zwierzętami. Można żartobliwie powiedzieć, że chodzi tu o taką Ziemię – moher. Człowiekowi potrzebna jest taka właśnie wizja naszego globu po to, żeby mógł się modlić. Czy to poprzez wędrówkę po lesie, czy poprzez muzykę i poezję, przez skupienie na paciorku różańca, albo przez zwykłą codzienną krzątaninę, która ma swoje rytualne znaczenie. Człowieczeństwu potrzebna jest umiejętność istnienia w milczeniu w obliczu Tajemnicy. Ta umiejętność i ta odwaga, bo do tego potrzeba dużej odwagi, w zastraszającym tempie zanika.

 Rozmawiała: Maria Fortuna-Sudor

Źródło: TUTAJ

 

Z tomu: „Natura daje mi tajemne znaki” (1981):

 

JAK DZIECKO

 

Jak dziecko matczynej spódnicy

czepiam się łąki zielonej

kawałka lasu

strumienia

 

czy to życie tak miało wyglądać

 

 
drży listek na drzewie

kula ziemska

w przestworzach się obraca

 

odejść w cień lasu


w moich żyłach niosę

cichą biel zawilców

intymną obecność leśnych fiołków

nagłą czerwień malin w leśnej głuszy

 

 
 w ciszy lasu

tu rosną odpowiedzi

na które nie ma pytań

 

 

MOŻESZ SIĘ OBEJŚĆ

 

Możesz się obejść bez samochodu

możesz się obejść bez kolacji – bez człowieka

nie obejdziesz się

toteż postaraj się być człowiekiem

być może jutro zostaniesz sam

na sam ze sobą

 

W BLOKOWISKU

 

Czyjś delikatny i cichy śpiew

rozległ się za oknem

i girlandą różanecznika

zawisł na jednym z balkonów.

Zdumienie zapomniało się ze zdumienia.

 

ŚWIĘTO

 

Znużyły mnie już rozważania

nad istotą Czasu

nad sensem cierpienia

i nieuchronnością przemijania

Oto

rumiana stokrotka

na wilgotnej łące

przebija się do słońca

I pianie koguta

w krystalicznym powietrzu

wznosi się

obwieszczając wiosnę

uroda natury

argument „za”

nie do odparcia

 

 

Comments are closed.

error: Content is protected !!