Wybuchy w Krakowie, UFO i bomba szczepienna

Zanim zapłoną nasze biblioteki

 

W piątek, w godzinach południowych miały miejsce w Krakowie 3 potężne wybuchy (?), którym towarzyszyły wielkie rozbłyski na niebie. Te niewyjaśnione zjawiska obserwowali mieszkańcy północnej części miasta oraz podkrakowskich Zielonek i Węgrzc, a nawet Michałowic. Tzw. czynnki oficjalne nie zabrały głosu w tej sprawie, ale media społecznościowe zaczęły huczeć od plotek. Wybuch podobno powtórzył się w poniedziałek. Krakowianie z centrum i dzielnic południowych (w tym ja) nie wiedzieli, że w mieście dzieją się dziwne, niebezpieczne i niewyjaśnione rzeczy.

We wtorek, jadąc autobusem miejskim nr 244 na trasie Borek Fałęcki — Myślenicka przed południem, około godz.12, usłyszałam, tak jak i pozostali pasażerowie, komunikat nadany przez głośnik z radiostacji kierowcy, w którym poinformowano nas, że właśnie ma miejsce I stopień zagrożenia porządkowego (jak to ładnie ujęto) i w związku z tym prosi się pasażerów o ostrożność oraz obserwację, czy w autobusie nie ma podejrzanych paczek i osób zachowujących się w sposób budzący niepokój. Reakcja pasażerów była niesłychana: ludzie zamarli; popatrzyli jeden na drugiego w wielkim zaskoczeniu i umilkli; nikt się do nikogo nie odezwał, nie spytał sąsiada, czy nie wie o co chodzi i co się w ogóle dzieje. Niektórzy zaś wyglądali tak, jakby komunikat do nich nie dotarł; może istotnie nie zwrócili nań uwagi, zaaferowani szukaniem wolnego miejsca czy moszczeniem się wraz z bagażami w dopiero co zajętym fotelu.

Wróciwszy do domu zaczęłam przetrząsać prasę internetową oraz portale informacyjne – nic, zupełna cisza. Nie wchodziłam na fejsbuk, bo zwyczajowo omijam to nieprzyjemne miejsce z daleka. Dopiero następnego dnia, we środę, tj.12 grudnia, krakowski Dziennik Polski–po upływie 5 dni!– zapewne zmobilizowany przez nawałę domysłów, które ponoć przetaczały się przez fejsbuk i jemu podobne media, zechciał napisać parę zdań, z których dowiedziałam się, co mieszkańcy północnej części miasta obserwowali w piątek i poniedziałek.
Wojsko odcięło się od tych wydarzeń, zakłady hutnicze w Nowej Hucie także zdementowały pogłoski, że być może u nich miała miejsce awaria i nastąpiły wybuchy. Instytut Meteorologii natomiast stwierdził, że nie było w tym czasie burzy, więc grzmoty i błyskawice odpadają jako ewentualne wyjaśnienie. Ale znalazł się miłośnik i obserwator burz, który wyjaśnił, że były to zapewne wyładowania nie docierające do ziemi, nie „doziemne”, ale rozładowujące się między chmurami.

Sytuacja jako żywo przypomina „incydent z Roswell”. 2 lipca 1947 roku na terenie Nowego Meksyku, w Roswell , spadł wrak latającego dysku (UFO). Wojsko i służby specjalne szybciutko zamiotły sprawę pod dywan, a generał brygady Roger Ramey ogłosił dementi, w którym oznajmił, że to, co niektórzy uznali za latający spodek, było w rzeczywistości meteorologicznym balonem sondażowym (nie ma to jak meteorologia!—niezastąpiona w podejrzanych wypadkach).

Dopiero w 2011 roku wyciekło do opinii publicznej memorandum agenta FBI Guya Hottela, skierowane do dyrektora FBI J. Edgara Hoovera, z 22 marca 1950 a dotyczące „Strefy Zero” (okolice Roswell), gdzie trzy lata wcześniej miało się rozbić bądź wylądować UFO. Hottel pisze: „Prowadzący dochodzenie ze strony Sił Powietrznych stwierdził, że w Nowym Meksyku odkryto trzy tak zwane latające spodki. Zostały opisane jako okrągłe w kształcie z podniesiona częścią środkową, mające około 50 stóp średnicy (ok. 15 metrów). W każdym z nich znajdowały się trzy ciała ludzkiego kształtu, ale o wysokości tylko 3 stóp (niecały metr), ubrane w metaliczne ubrania z bardzo cienkiej tkaniny. Każde z ciał było owinięte w sposób, który przypominał kombinezony pilotów testowych”.

Może za 50 lat okaże się, że jakiś cwany krakus schował w domku na działce szczątki niezidentyfikowanego latającego obiektu? Ale sądząc po tym, co się dzieje w Europie, trudno podejrzewać, żeby nie kto inny a właśnie kosmici chcieli nas zaatakować.

I jeszcze prawdziwa bomba informacyjna! Paru naszych nieustraszonych lekarzy (dr dr Hubert Czerniak, Jerzy Jaśkowski, Dorota Sienkiewicz) oraz znany wszystkim dr inż Jerzy Zięba dostali właśnie wielkie merytoryczne wsparcie w postaci wiadomości wydrukowanych ostatnio w brytyjskim dzienniku „The Telegraph”. Otóż wyszło na jaw, że Public Health England (PHE), czyli główna agencja United Kingdom Department of Health and Social Care (odpowiednik naszego Min. Zdrowia i Opieki Społecznej), ukryła wyniki 3 dużych badań klinicznych oceniających bezpieczeństwo i skuteczność dziecięcych szczepionek (w tym badanie na 640 dzieciach, przeprowadzone w 2016 r., a dotyczące szczepionki przeciwko kokluszowi i meningokokom). Pytanie: dlaczego? jest tutaj pytaniem retorycznym.

W roku 2011 Europejska Agencja Leków w UE czyli EMA powołała do życia tzw. Rejestr Prób Klinicznych (Clinical Trials Register) w UE, czyli EUCTR, którego zadaniem miało być informowanie opinii publicznej i lekarzy o wynikach badań. W związku z tym, że tylko połowa wszystkich europejskich grup badawczych przeprowadzających próby kliniczne poinformowała o rezultatach swoich badań oraz na skutek zatajenia wyników 3 dużych badań, Wielka Brytania stanęła na wysokości zadania i ichniejsza PHE została oskarżona o naruszenie prawa. A jednak.
Więcej szczegółów TUTAJ.

 

This entry was posted in Codziennik and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.