Rozmowy nieuczesane (2): Bóg, Honor, Ziemia

Zanim zapłoną nasze biblioteki

 

Stanisław Kamocki, Pejzaż z okolic Krakowa

 

Fragment rozmowy sprzed ponad 20. lat z Cecylią M. (ur.1908r.-zm.1995r.), chłopką z krwi i kości.

 

Mira Kuś: –Jesteście już obydwoje z mężem osiemdziesięcioletnimi ludźmi, a jednak prowadzicie – i to sami, we dwójkę– gospodarstwo rolne. Wasz mąż ma 1/3 emerytury, to niewiele, ale na podstawowe potrzeby by wystarczyło. Dlaczego nie chcecie odpocząć?

Cecylia M: – Jo nie nawykła do odpocynku. Od małego dziecka pracuje na gospodarce. I nijak se ni mogę tego przedstawić, zeby siedziec z zalozonymi rękami.

MK: – Inni siedzą i sobie chwalą.

CM: – Eee, póki cłowiek łazi, to trza robić. Jak siądzie, to po nim. I przecie ziemi nieobrobionej nie ostawie.

MK: – A czemu? Widzicie, że wiele pól leży odłogiem i właściciele się tym nie przejmują.

CM: –To grzych. Zostawić ziemie nieobrobiono, na pastwe chwastów, to grzych!

MK: – Dlaczego tak myślicie?

CM: – No jak to, matkę karmicielkę ostawić?! No, z rynty by wystarcyło na zapołki, chlyb i cukier. Na wyngiel w zimie tyz. Ale ziemi nie pusce w poniewierke. Odłogiem mo lezeć? Nie przystoi. Ze sromoty i żalu serce by mi w piersi stanyło.

(…)

MK: –Za każdym razem, gdy jakaś grupa z „Oazy” przyjedzie do domu parafialnego, dzieci biegną do was kupić a to jajko, a to garnek mleka. I dostają je za darmo.

CM: – Dzieckom nie bede skąpiła. Przecie nie są z bogatych, to widać.

MK: – Ale wam też się nie przelewa. Może nawet część z tych dzieci pochodzi z rodzin od was bogatszych?

CM: – A, niech ta strace. Niech się dziecka uciesą.

MK: – Mówi się też, że ktokolwiek obcy pojawi się we wsi i zajdzie do was, to i herbaty dostanie i, w razie potrzeby, nocleg w stodole na sianie.

CM: –Wyndrowca z drógi trza napoić.

MK: – A nie boicie się? Teraz różni ludzie kręcą się po wsiach.

CM: – Aaa, jak kto mo mnie zabic cy okraść, to i tak to zrobi. Tatuś mnie w domu ucyli, ze jak kto z drógi, ze światu wejdzie do chołpy, to trza dac miednice z wodą i cysty ręcnik, niech się z kurzu obmyje. A potem trza dać w chochli, abo w gornusku – no, teroz w śklonce– wody, abo herbaty i jaki kawołek chleba, bo moze głodny.
(Patrz:TU)

 

Henryk Weyssenhoff, Wiosna

***

Ziemia to nie tylko miejsce, na którym można wybudować dom, zasadzić drzewo, nie tylko miejsce, które uprawiamy i które nas żywi. Ziemia to także bogactwa naturalne ukryte pod jej powierzchnią. Jeśli o to chodzi, to jesteśmy najbogatszym krajem Europy! Polska jest łakomym kąskiem dla paru obcych państw.

***

Z Codziennika

22 IX – dziś tematy medyczne

1) Około 3-4 lata temu pisałam tutaj o wyhodowaniu w Izraelu marihuany, która nie zawiera THC, substancji powodującej „haj”, zawiera natomiast wszystkie dobroczynne substancje (olej), które albo są lekarstwem na wiele chorób (padaczka,stwardnienie rozsiane, depresja itp.), albo pomagają zmniejszyć nieusuwalne dolegliwości. Izrael już produkuje z niej leki dla chorych dzieci (np. padaczka lekooporna) w postaci czekoladowych ciasteczek. Niemniej, jak twierdzą lekarze zainteresowani tematem, odrobina THC w leku daje lepsze efekty leczenia.

2) Profesor Zbigniew Religa, kiedy ministrował, wyznaczył 2 ośrodki medyczne, które miały zostać klinikami medycyny zintegrowanej. Łączono by w nich leczenie akademickie z leczeniem innymi metodami, w tym naturalnymi (zioła, akupunktura i akupresura, stare metody naszych babek, stare metody naszych lekarzy itp.). Niestety, profesor nie zdążył.

3) Wciąż znikają z aptek świetne, tanie, polskie leki. Są za tanie dla koncernów? Na przykład od lat nie ma już kropli do oczu, niosacych wielką ulgę oczom wrażliwym, zalergizowanym — nie pamietam nazwy, ale miały one, jako jedyne krople, granatowy kolor. W tych dniach zniknęła ze sprzedaży „milocardina” w kroplach, bardzo chwalona przez pacjentów sercowców. Lek tani, ziołowy, niezbyt mocny, a jednak z powodzeniem regulujący rozkołatane serce. Tłumaczenie jest takie, że niektórzy mieszając ją z alkoholem i coca-colą robili sobie „odlotowe” drinki. W takim razie czemu nie wycofać coca-coli? Zwłaszcza, że wiemy co to za napój i jakie ma składniki. Albo: czemu zamiast „milocardiny” nie wycofać alkoholu? — pytanie całkiem zasadne. To dopalacze –często śmiertelna trucizna– są „artykułem kolekcjonerskim”, a wycofuje się bardzo dobry lek, bo ktoś ew. może zechcieć się nim oszołomić! Raczej chodzi o to, że lek ten jest za tani dla obcych koncernów, a nie mając nań patentu nie mogą go przejąć i sprzedawać kilkadziesiąt razy drożej?
Kupiłam niedawno (zmuszona, bo były to jedyne tego typu dostępne krople) opakowanie kropli nawilżających do oczu „Hyal-Drop multi” firmy Bausch+Lomb za około 40 zł. Po paru użyciach mechanizm dozujący (pod ciśnieniem; zamiast elastyczna buteleczka, z której wyciska sie krople) zepsuł się i 40 zł diabli wzięli. Kupiłam też przylepiec do opatrunków, zrolowany, bardzo gruby rulon, bo nie było krótszych, za kilkanaście złotych („Omnifix E”, firmy Hartmann). Niestety, dopiero w domu się zorientowałam, że takiego samego przylepca użył szpital, kiedy robiono mi opatrunek wyjściowy na ranę pooperacyjną. Gdy ponownie pojawiłam się w szpitalu do kontroli i zdjęcia opatrunku, pielegniarka benzyną (! ; już wiedzieli, jaki produkt zakupili) przecierała przylepiec, bo ten nie chciał się oderwać od skóry — jaki klej tam zastosowano (epoksydowy?, butapren?)? Dobrze, że rana nie została rozdarta (na całe szczęście użyto dużo gazy), ale skóry nie byłam w stanie oczyścić nawet pumeksem. Polska sprowadza jakieś buble, a nasze, dobre wyroby „wycina” się z rynku.

This entry was posted in Codziennik, Rozmowy Nieuczesane, wiersze and tagged , . Bookmark the permalink.

Comments are closed.